sobota, 26 lipca 2014

Ao no Exorcist

Jedna z niewielu recenzji jakie napiszę w ciągu wakacji. Przepraszam!


Błękitny Egzorcysta to jedno z popularniejszych anime. Ma już swoje latka, w końcu nadali je w 2011 roku. Jednak dobre anime zawsze zachowuje swoją świetność, nie? Nawet jeśli oryginalnej mandze nie dorasta do drugiego rozdziału. Ja osobiście bardzo je lubię, pomimo licznych absurdów...

Fabuła opowiada o Rinie Okumurze, który już od najmłodszych lat "trochę nad sobą nie panuje". Trochę bardzo. Często wracał do domu w zadrapaniach i krwi, a nieraz wysyłał innych chłopców do szpitala. Dorastał w klasztorze ze swoim bratem bliźniakiem - Yukio, ojcem Fujimoto i innymi duchownymi. Jednak kiedy miał 16 lat, po jednej z dziwniejszych bójek został łaskawie poinformowany o tym, że w rzeczywistości jest synem króla demonów - Szatana. Jeszcze tej samej nocy, nasz kochany Fujimoto zmarł (bo co to za historia, jeśli nie osierocimy głównego bohatera?!).
Chłopak postanowił, że zostanie egzorcystą i pokona swojego prawdziwego ojca. Z pomocą dyrektora szkoły dla egzorcystów - Mephisto Pheles'a trafia do akademii i tam rozpoczyna swoją naukę. Poznał tam między innymi Suguro, Shimę, Konekomaru, Kamiki i w międzyczasie Shiemi, przed którymi jest zmuszony ukrywać swoje demoniczne pochodzenie, a jego nauczycielem okazuje się... Jego brat bliźniak, który wszystko wiedział.
O ile do pewnego momentu fabuła anime szła zgodnie z mangą, to gdzieś w połowie serii poszła zupełnie innym torem. Obstawiam, że to dlatego, ponieważ na wszystko co było zawarte w komiksie nie było miejsca, a tasiemca nie chciało im się robić.

Śmieszne perypetie bohaterów mieszają się z tymi poważniejszymi, co sprawia, że czuję jakby do anime napchali niepotrzebnych wątków, które w mandze po prostu idą do stron bonusowych. Oczywiście, przy większości płakałam ze śmiechu, ale nieco mieszało mi się w głowie.

Bohaterowie byli bardzo ciekawą i prześmieszną zgrają różnych charakterów. Na przykład Suguro - uważny i pilny w nauce, jednak na swój sposób buntowniczy i Shima - kochający kobiety i nie znoszący robaków. Pomimo, że sobie zaprzeczają, trzymają się razem, dzięki przyjaźni i czymś w rodzaju klubu, a mianowicie szkoły dla egzorcystów. Często wywoływali uśmiech na mej pięknej twarzy, ale i momentami zaskakiwali, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Taka rozkmina co do tego anime - Niby Rin jest wyjątkowy, bo jest demonem, który żyje w Assiah, ale co z Mephisto i Amaimonem? Też tam żyją, ale nikt im się nie dziwi... Chyba, że kogoś opętali, nie wiem.

Kreska jest dobra jak na czas, w którym powstało anime, jednak w tym czasie już nie zaskakuje. Ludzie wyglądali dobrze, tak samo demony. Oczywiście kolory włosów godne tęczowych lodów z amerykańskich kreskówek. Tła zaś były śliczne. Dopracowane i klimatyczne. Autor dobrze operował cieniami. Ale zawsze są jakieś niedociągnięcia, które można wybaczyć.

Muzyka... Jeśli chodzi o openingi i endingi. Te pierwsze kocham i rezerwuję im miejsce na playliście w moim telefonie, zaś endingi nie przypadły mi do gustu. Pierwszy był w klimatach disco polo (o zgrozo!), a drugi brzmiał jakby... Nie wyrażę się, bo nie znam dolnej granicy wieku czytelników tej strony.
Plus dla serii za muzykę w tle. Ponieważ była. Nie zawsze w odpowiednim momencie, ale była. Raz była za szybko, raz za późno, ale jeśli się dopasowało do momentu, potrafiła podnieść napięcie.

Polecam osobom, które lubią dobre mordobicie, ale bez hektolitrów krwi. Nie mówię oczywiście, że jej nie ma, po prostu byłam w stanie skutecznie zetrzeć ją z biurka. Oglądałam je dwa razy i mi się nadal nie znudziło. Ogółem - Polecam!

~ Licia

PS: Najlepszy Polak-masochista walczący cyrklem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz