sobota, 31 maja 2014

Kuroko no Basket

Info dla fanów - oficjalnie ogłoszony trzeci sezon!

Koszykówka Kuroko to jedna z lepszych sportówek jakie widziałam. Wyemitowana na kanale Animax w 2012 roku jest znana na prawie całym świecie. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana anime sportowych, a nawet dla zwykłego fana koszykówki, niezwiązanego z anime.

Muzyka zdecydowanie nie przypadnie do gustu każdemu, w każdym razie prędzej chłopakom. Jednak dla tego anime jest bardzo klimatyczna. Pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń. Dobrze wykonana, bez zarzutu. Muzyka podczas meczów też miała "to coś". Klimaty nie do końca moje, ale obiektywnie oceniając, OST jest dobry, włącznie z głosami postaci.

Kreska była niczego sobie. Jedynym, co mi w niej wyjątkowo nie pasowało, to kreski zamiast zwykłego cienia na ciałach postaci. Oczywiście przynajmniej jedna postać żeńska musiała mieć groteskowo powiększone piersi, ale mi osobiście to nie przeszkadza jakoś wyjątkowo. Tła ograniczały się zazwyczaj do boiska koszykarskiego, więc ciężkie do narysowania nie było. Pod tym względem jest bez zarzutu.

Dzięki niektórym postaciom szczerzyłam się do ekranu, a przez niektóre miałam ochotę walić głową w ścianę. Każdy miał swój, unikalny charakter. Oczywiście, było ich mnóstwo, wręcz nadmiar. Niestety jednak nikogo zbytnio nie polubiłam. Ich wadą było również to, że zachowywali się tak, jakby nie mieli życia poza koszykówką, co jest nieco nierealne.

Kiedyś Pokolenie Cudów było najlepszą gimnazjalną drużyną koszykówki. Każdy z członków drużyny posiadał swój talent, w którym był niezwyciężony. Istniał też szósty gracz widmo - Kuroko. Kiedy po gimnazjum drużyna rozstała się, to właśnie jego losy śledzimy.
Od razu po znalezieniu liceum, Tetsuya dołącza do drużyny koszykówki, gdzie poznaje Kagamiego. Z początku nie mają zbyt dobrych stosunków, ponieważ Kuroko niezbyt dobrze gra, a jego specjalnym talentem jest jedynie podawanie. Jednak z czasem zaprzyjaźniają się, a ich drużyna koszykarska staje do bitwy o mistrzostwo w zawodach.
Czy uda im się zdobyć złoty medal? Tego dowiemy się oglądając.

Ogółem w tym anime jest wiele nierealności. Na przykład samo podejście bohaterów do koszykówki. Lub ich gra w koszykówkę. Niby "zwykli" licealiści, a grają jak NBA, albo i lepiej. Jednak jeśli pominąć te parę błędów, wszystko jest dobrze.

Polecam wszystkim fanom sportu.

~Licia

wtorek, 27 maja 2014

Black Lagoon


"Czarna Laguna" jest jednym z ciekawszych i bardziej realistycznych anime na jakie natknęłam się zgłębiając odmęty "mrocznej" strony Internetu. 
Do obiegu trafiło w marcu 2006 r.

Fabuła kręci się dookoła młodego pracownika jednej z większych japońskich korporacji, dobrze poukładany i zrównoważony Rock.

W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności trafia na swoje zupełne przeciwieństwo, byłą prostytutke, dziewczyne o chińsko-amerykańskich korzeniach, kuriera firmy zajmującej się "brudną" robotą dla największych mafii świata, Revi.

Losy naszego bohatera potoczyły się w zupełnie niespodziewaną stronę, mianowicie stał się on jednym z kurierów morskich, zaczął pracować razem z Revi.

Akcja opowiada głównie o wykonywaniu skąplikowanych zleceń oraz pracy w mafii, anime jest pod tym względem bardzo dopracowane, zwłaszcza dwa pierwsze sezony w których wszystko co bohaterowie (zwłaszcza Revi) wyczyniają z bronią jest jak najbardziej realne i możliwe do zrobienia.

Jeśli o bohaterów chodzi spodobała mi się zwłaszcza Revi, jej niesamowita koordynacja oraz szybki umysł dają obraz silnej i samodzielnej osoby. Nawet jeśli nie jest zbyt piękna, ma w sobie coś niesamowitego.

Rock... tego bohatera mogę opisać tylko jednym cytatem, mianowicie "gdybym dał mu broń rykoszety natychmiast by nas zabiły". Jest jak dla mnie wieczną, jęczącą, miękką  kluchą, a nie facetem.

Mamy jeszczę "diabelną siostrzyczkę", czyli Edę, najciekawsza zakonnica z jaką spotkałam się w... czymkolwiek. Wieczorem zrzuca habit, by cieszyć się nocnym życiem. Na pewno nie można do niej odnieść ślubów czystości... wątpie by kiedykolwiek się nimi przejmowała.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedna postać, rosyjska mafioza, Bałałajka. Była wojskowa, obecnia właścicielka kilku burdeli oraz zajmująca się zorganizowaną przestępczością podstarzała, zdesperowana kobieta.

Reszta postaci wypada dość blado na tle tak genialnej czołówki. Jednak wśród postaci z drugiego planu również pojawiają się ciekawsze, zwłaszcza w drugim sezonie.

Pora ocenić kreskę, jest bardzo dobrze dobrana do ogólnego klimatu anime, nie jest wybitna, ale jak na 2006 rok wygląda przyzwoicie. Tak samo jak animacje, udało mi się złapać tylko dwa, albo trzy miejsca w których coś szło niepłynnie, albo bohaterowie nie równo ruszali ustami. Pod tym względem nie mam niczego do zażucenia.

Muzyka... może i nie jest tak śliczna jak mogłabybyć, ale opening w wykonaniu Mell bardzo przypadł mi do gustu, ending był raczej ubogi, ale za to naprawdę artystyczny, zwłaszcza gdy doczekało się do końca.

Jest to jedno z moich ulubionych anime, wciągając się w nie coraz mocniej w pewnwj chwili możesz poczuć morski wiatr na twarzy.

Polecam faną filmów o prawdziwej mafii, a ostatni sezon faną fantasy-horror.

Log Horizon

A dla fanów - pod koniec tego roku jest drugi sezon!
Tytuł „Log Horizon” powstał od gildii założonej przez głównego bohatera. Sam on nazywa swoją drużynę: „Kroniki horyzontu – Log Horizon”.
        Anime opowiada o osobach uwięzionych w fantastyczniej grze online. Po tym zdaniu na pewno skojarzyliście to z SAO, które ma podobną tematykę, ale muszę was zaskoczyć kilkoma szczegółami.  Najważniejszą różnicą między Log Horizon, a SAO jest to, że w jednym po śmierci od razu się ginęło, a w drugim po śmierci odradzasz się w świątyni. Kolejnym szczegółem jest to, że w LH nie ma poziomów, pięter, czy Bóg wie czego.
Więc wróćmy do opisu anime. Fabuła skupia się na Shiroe, strategu najbardziej znanej i już nieczynnej gildii. Wraz ze swoim starym przyjacielem Naotsugu i Akatsuki – zabójczynią ninja próbują przetrwać trudne chwile w grze.
        Najbardziej zachęcającą rzeczą w całym anime to bohaterowie. Zapewne, miłą odmianą jest to, że główny bohater nie jest jakimś strasznie potężnym gościem, który pokona każdego. Tutaj mamy sprytnego, inteligentnego stratega, który na swój własny sposób jest niebezpieczny.  Co prawda, czasem jest niezdecydowany, ale cieszy mnie to, że nie jest jak większość osób w różnych anime. Należałoby wspomnieć o tym, że Shiroe jest osobą naprawdę opiekuńczą i pomimo swojego przezwiska(Nikczemny okularnik) ma duże serducho. Niesie pomoc wielu osobom.
Akatsuki – Niska dziewczynka ninja. Ale czy standardowa? Nie, mi przypadła do gustu. Bardzo spodobało mi się jej zachowanie w stosunku do głównego bohatera – to jest po prostu słodkie<3
Bohaterów jest naprawdę dużo, ale co się będę rozpisywać. Gdy ktoś to obejrzy będzie wiedzieć o co mi chodzi.
        Od razu wspomnę, że openingi i endingi nie wszystkim mogą się spodobać. Na początku nie mogłam słuchać endingu. Nie trawiłam go, po prostu nie mój gust. Może to dlatego, że jestem fanką rock’a? Opening mi się podoba, chociaż wiem, że jest dosyć zwyczajny i właśnie dlatego może się niektórym nie podobać.  Co do Soundtracków. Bardzo mi się podobają. Nic dodać, nic ująć.
        Teraz rzecz, której naprawdę nienawidzę. Temat kreski w anime. To jest coś strasznego. Muszę całkowicie i szczerze powiedzieć, że właśnie przez kreskę długo zrażałam się do obejrzenia tego anime.  Po prostu za dużo się naoglądałam mang Pandory czy anime Kuroshitsuji, gdzie kreska jest wspaniała.
Muszę śmiało powiedzieć, że kreseczka jest oryginalna i po przyzwyczajeniu się do niej – podoba mi się. Naprawdę mi się podoba. Nie ważne jak ktoś będzie ją krytykować, ja po prostu się uśmiecham, gdy widzę na przykład uśmiechy wykonane w tym stylu.
Mimo wszystko proszę o niezrażanie się do anime przez kreskę.
        Anime bardzo mi się podobało. Było miłym zaskoczeniem. TO co najbardziej przypadło mi to do gustu * to fakt, że Shiroe nie jest standardowym typem, czyli osobą, która jest nudna jak flaki z olejem. Przyznajmy, że teraz prawie każdy bohater w anime fantastycznym jest koksem, który rozwala ściany bez problemu. Fabuła jest bardziej skomplikowana niż sądziłam, ale nie przeszkadza to w oglądaniu. Podoba mi się też temat z NPC. Kolejną sprawa, która zadowoliła mnie na 100% jest dedukcja głównego bohatera. Zaskakuje mnie to co kryje się w jego główce.

        Całym sercem polecam serię. Powinnam wspomnieć, że oprócz spraw stratega jest dużo ciekawych walk!
Mlecznaa

niedziela, 25 maja 2014

Kuroshitsuji


No cóż, Mroczny Kamerdyner to jedno z bardziej popularnych anime i mang. Nowe tomiki pojawiają się do tej pory (niedawno pojawił się 17-sty), a trzeci sezon animca jest przewidywany przez wielu. W każdym razie, przejdźmy do recenzji właściwej.

Muzyką zachwycałam się długo. Zdecydowanie była w moich klimatach, długo by o tym mówić. Openingi bardzo wpadały w ucho, a zauważyłam, że to jedyne anime, w którym ending był w całości po angielsku. Drugi też mi przypadł do gustu. W drugim sezonie zaś najbardziej mi się podobał pierwszy opening.
Głosy były dobrze dobrane, aczkolwiek nie niesamowicie denerwował mnie pisk narzeczonej głównego bohatera. Kiedy mówiła, wyciszałam komputer.

Kreska bardzo mi się podobała, nie była zbyt prosta, ale też nie przekombinowana. Po prostu idealnie trafiła pomiędzy obydwie granice. Postacie były proporcjonalnie narysowane, chociaż u głównego bohatera wyszły "babskie nóżki". Tła nie zachwycały wyjątkowo, ale też nie raziły w oczy. Chociaż szczerze, to ja na tła najmniej zwracam uwagę. Jednak zachowali klimat mrocznych zaułków Anglii, co mi się podobało.

Chyba jak raz nie powiem, że postacie są "kolorowe". Każda była mroczna i tajemnicza na swój sposób. Dobra, nie każda, parę przywoływało uśmiech na moją jakże piękną buźkę. Jest mało takich, których nie da się lubić, chociaż niektórzy faktycznie denerwują. Bardzo podobała mi się szczegółowość, z jaką ukazali przeszłość głównego bohatera.
W drugim sezonie pojawiła się nowa dwójka bohaterów, którzy sprawiali wrażenie kopii tych z pierwszego sezonu. Zdecydowanie podobała mi się bardziej poprzednia para. Zwłaszcza drugi demon-kamerdyner nie dawał się lubić.

Trzynastoletni Ciel Phantomhive to hrabia rodu Phantomhive i kierownik firmy zabawkarskiej Funtom. Żyje w dziewiętnastowiecznej Anglii, na obrzeżach miasta. Praktycznie nigdy nie rozstaje się ze swoim kamerdynerem, który wygląda zwyczajnie tylko z pozoru. Jest zdecydowanie czymś więcej...
Rodzina hrabiego umarła w wielkim pożarze ich posiadłości. Po tym wydarzeniu także Ciel zniknął na jakiś czas. Wtedy zawarł pakt z demonem i rozkazał mu, by udawał jego kamerdynera, o imieniu Sebastian. Kiedy powrócił do domu, byli we dwóch.
Przeżywają wspólnie wiele przygód, podczas których Sebastian kształtuje duszę Ciel'a, aby była jak najlepsza (nie mam pojęcia jak to opisać).
Co z tego wyniknie? Dowiecie się oglądając.

Ogólnie seria wywołała na mnie bardzo duże wrażenie. Była też jedną z niewielu, które przeżywałam. Jednak cały efekt zepsuły fanowskie dzieła sztuki i nagrania, więc tym, którzy chcą to oglądać na poważnie, radzę nie zgłębiać tematu w internecie, raczej ograniczyć się do anime i mangi.
Zdecydowanie polecam miłośnikom klimatów zagadki z nutą nierealności.

~Licia

sobota, 24 maja 2014

Pandora Hearts


Witam, jest to moja pierwsza recenzja, więc proszę o wyrozumiałość.
Serca Pandory


          Może na początku tytuł: „Pandora Hearts”. Muszę powiedzieć, że mam niemały problem z tym tytułem. Nie da się go przetłumaczyć. Znaczy da się, ale nie brzmi on tak dobrze jak teraz, więc zostawię go w spokoju. Mogę tylko powiedzieć czemu „Pandora”. Znany jest mit o Puszcze Pandory, którą otworzyła kobieta, a z niej wypłynęły nieszczęścia. Wiadomo też, że Zeus – Bóg Bogów umieścił w owej rzeczy nadzieję. Być może tytuł mangi nawiązuje właśnie do tego mitu.

             Fabuła anime i mangi opowiada o chłopcu, który zwie się Oz  Vessalius (W anime jest  Bessalius, lecz trzymam się wersji mangi). Jest on szlachcicem. Posiada swojego, o rok młodszego sługę,  Gilberta, który odgrywa dużą rolę w serii. W dniu swoich 15 urodzin Oz zostaje wtrącony do otchłani, a tam walczy o życie, ponieważ jest atakowany przez „łańcuchy”. Chłopiec jest nadzwyczaj spokojny, nawet gdy spotyka Alice  B-rabbit. Jednego z najsilniejszych istot w Otchłani. Zawiera z nią kontrakt, który polega na tym, że on pożyczy jej ciała, a ona wydostanie ich z Otchłani. I tak się dzieje. Oczywiście nie wszystko idzie po myśli bohatera i dzieje się wiele nieprzewidzianych rzeczy.
Muszę powiedzieć całkowicie szczerze, że każdy z bohaterów w mandze ma swój własny charakter. Nigdy nie spotkałam się z tak zagadkowym głównym bohaterem. Powiem też, że zaskoczył mnie miło. Alice – w anime zaprawdę mnie denerwowała, ale w wersji papierowej, później jej zachowanie było wytłumaczone. Gilbert – Osoba lojalna, kochana i przede wszystkim tajemnicza.  Nic więcej nie można od niego chcieć. Mogłabym wymieniać wszystkich po kolei, lecz wiem, że zajęłoby mi to całkiem dużo czasu. Powiem, że nie zabraknie tu kapelusznika, który jest najbardziej sympatyczną osobą w całej mandze i anime.
Oceniając ścieżki dźwiękowe w anime jestem całkowicie zadowolona.  Wszystkie soundtracki są dobre. Bardzo podoba mi się głos pani, która to śpiewała.  Openingi wydają mi się lepsze od endingów, ale to może moje przekonanie.
Kreska… Najgorszy temat w całej recenzji. Mogłabym się rozpisywać godzinami nad kreską, jednak oszczędzę sobie dokładnego opisu i powiem w skrócie. Kreska w Pandorze Hearts jest naprawdę dobra. Często sprzeczałam się z ludźmi na temat niej, ale jeśli mi nie wierzycie to wystarczy spojrzeć na obrazek u góry. Jest to Okładka 18 Tomu mangi, więc wiadomo, że kreska się poprawiła.  Nikt nie może mi wmówić, że wykonanie nie jest dobre.
Szczerze muszę powiedzieć, że manga „Pandora Hearts” należy do moich TOP 5. Anime mi się mniej podobało, jednak czasem do niego powracam. Mangę czytam po angielsku, ponieważ nie mam możliwości, by kupić ją i postawić na półeczce. Całym sercem polecam serię. Bez spoilerów powiem coś w stylu: Jeśli sądzisz, że fabuła jest prosta, a kreska bywała lepsza  to porządnie się spoliczkuj.


Mlecznaa

PS. Mam nadzieję, że recenzja się podobała ;3

piątek, 23 maja 2014

Higurashi no Naku Koro Ni

Cykady już wkrótce, sierpień jest już tak blisko :-)


"Gdy Cykady Zapłaczą"

Nie martwcie się, to tylko wygląda tak słodko, że po pierwszym odcinku wszystkim wydawało się, iż to komedia, jednak jest to jeden z najbrutalniejszych horrorów jakie moje oczęta miały szansę oglądać.

Upalny sierpień, mała spokojna wieś do której nie tak dawno temu sprowdził się młody chłopak wraz z swoimi rodzicami, Kouichii Maebara. Poznaje on grupkę dziewczyn tworzących pewnego rodzaju klub "rywalizacji", wciągają one chłopaka w wir typowego, szkolnego życia. Wspólnie psocą, bawią się i mimi różnego wieku, wszyscy chodzą do tej samej klasy, ponieważ w szkole jest zbyt mała ilość uczniów by wszyscy mogli mieć osobne zajęcia.

Czas leci na zabawie bardzo szybko, wielkimi krokami zbliża się jedno z największych świąt Himanizawy, mianowicie festiwal Watanagashi. Wydaje się, że jest to jeden z wielu typowych dla Japonii letnich festiwali, jednak to święto jest odrobinę inne.

Tego dnia wszyscy mieszkańcy wioski wrzucają do rzeki fragmenty starych materiałów, w ten sposób dziękują wielkiemu Oyashiro-samie oraz proszą go o dalszą opiekę nad wioską, istnieje jednak swoista klątwa dotycząca tego święta, w noc festiwalu jedna osoba umiera, a druga zostaja "zabrana przez demony".

Oczywiście nasz bohater zupełnie nie wieży w takie "brednie" i nawet nie wie jak bardzo się myli...

Wkrótce jego przyjaciółki zmieniają się radykalnie, wszystkie okazują się być opętane przez demony z bagien. Kiedy spora część postaci jest już zamordowana w brutalny sposób historia zatacza koło, nagle znów wracamy do Himanizawy sprzed festiwalu i tak w kółko, aż do...

No właśnie, żeby dowiedzieć się jak cała historia się kończy trzeba obejrzeć wszystkie sezony i odcinki specjalne, to znaczy Higurashi no Naku Koro Ni, Higurashi no Naku Koro Ni Kai, Higurashi no Naku Koro Ni Rei, Higurashi no Naku Koro Ni Kaku oraz dla desperatów Higurashi no Naku Koro Ni Kira.

Zabawy z tym anime jest naprawdę sporo, po każdym resecie możemy oglądać odrobine inną wersje wcześniejszych zdarzeń. Oglądając Higu jesteśmy ciągle zmuszani do myślenie, nasza wyobraźnia podsuwa nam coraz to nowsze zakończenia.

Anime odniosło tak ogromny sukces ze względu na nagły skok z komedi-haremówki w brutalną jadkę.

Sprzeciwstawiło się fundamentelnym zasadą naszej moralności, w pewnym sensie jest to ukazanie brutalnej natury człowieka. W sytuacji zagrożenia życia twoi przyjaciele są tylko przeszkodami. Jest to ogromne wynaturzenie, ot, tak po prostu zabijasz, bez żadnych racjonalnych przyczyn.

Myślę, że opis bohaterów i całej reszty jest już zbędny, ponieważ ich obraz jest tak pełny i dopracowany, że po prostu nie da się tego opisać.

Każdy jest inną, barwną i złożoną postacią z przerażająco ludzkim charakterem.

Całość uważam za prawdziwy majstersztyk, dzieło godne Oskara.

Polecam, zwłaszcza nieocenzurowaną wersję, wszystkim faną horrorów, kryminałów, komedii, ecchi oraz wszelkim "twardo-żołądkowcą".

Zobaczycie jak to przyjemnie bać się odgłosu letnich cykad :-)

czwartek, 22 maja 2014

Shiki

Przepraszm Liciu, ja po prostu kocham to anime :-)


Jak pięknie tytuł "Truchło" oddaje groteskowy klimat tego wyjątkowego anime powstałego na podstawie mangi oraz powieści Fuyumi Ono, znanej również jako Ono Natsu. Mojej osobistej mistrzyni specyficznego horroru japońskiego.

Historia na początku nie wydaje się zbyt porywająca, ale brnąc dalej docieramy do jej drugiego dna.

Pierwszą osobą jaka zasłania naszą wizję jest Megumi, zarozumiała, głupia wiejska gąska. Dziewczyna która ma w głowie tylko miasto i zabawę, nie potrafi docenić tego co posiada. Głęboko wierzy w swoją "miłość", niestety jej uczucia są tylko jednostronne. Zarozumiała dziewczyna nie wierząca w nic wybiera się do lasu na spacer. Jak to się może skończyć?

Megumi ginie jeszcze w pierwszym odcinku, lekarz nie jest w stanie określić przyczyny śmierci dziewczyny. Dodatkowo rodzice nie zgadzają się na sekcje zwłok.

Przed samą śmiercią dziewczyny do wioski sprowadzili się nowi mieszkańcy, których nikt jeszcze nie widział. Po kolejnych tajemniczych zgonach zaczęły krążyć tajemnicze plotki.

Oprócz lekarza sprawą serii śmierci zaczyna interesować się miejscowy kapłan, podejrzewa on, że przyczyną wszystkich śmierci są wampiry.

Jaką rolę w tym wszystkim odegra słodka Sunako, biedna, chora dziewczynka, która straciła swoich rodziców?

Kto stoi za tymi wszystkimi zgonami? Czy to tajemnicza choroba? Czy działanie demonicznych mocy?

Niesamowita kreska idealnie współgra z całością, bohaterowie wyglądają wręcz wspaniale.

Muzyka w tle oddająca klimat i dopełniająca całości lepiej niż w jakimkolwiek innym anime.

Polecam to anime wszystkim, niezależnie od tego czy lubią horrory, czy też nie.

Jest to genialna historia poprowadzona z nadmierną dokładnością.

Jigoku Shoujo

Kolejne anime bez którego nie ma lata :-)


Seria emitowana od 2005 do 2009 roku.

Kiedy ktoś zrani Cię tak bardzo, że zapragniesz wysłać go do piekła nawet kosztem własnej duszy możesz odszukać krążącą po internecie stronę. Piekielna korespondencja działa w bardzo prosty sposób, wystarczy wpisać imię i nazwisko osoby, której śmierci pragniesz i oczekiwać na pojawienie się łąki pełnej likorysów na której czeka na ciebie Piekielna Dziewica, Enma Ai z lalką w dłoni.
Jeśli pociągniesz za sznureczek osoba której nienawidzisz natychmiast trafi do piekła, a Twoja dusza po śmierci będzie się z nią gotować w jednym kotle.

Słodka zemsta? Poświęcisz swoje zbawienie? Czy Twoja nienawiść jest tak głęboka?

W każdym odcinku poznajemy nową, dramatyczną historię. Bohaterowie zmieniają się jak w kalejdoskopie, nie mamy czasu poznać ich dokładniej. Cały czas towarzyszyło mi ssące uczucie niedosytu. Seria była jak narkotyk, ciągle miałam ochotę na coraz więcej i więcej.

Najbardziej poruszyła mnie historia samej Ai. Dziewczyna porzucona przez wszystkich, karmiona nienawiścią, odrzutek. Zimna, pusta. Zmarła bardzo młodo, została złożona w ofierze, jako przebłaganie dla bogów.

Anime przypomina mi piękne połączenie fantazy oraz nowel pozytwistycznych.

Animacje i grafika nie są najwyższych lotów, ale wszystko da się wytrzymać, zwłaszcza, że w tym anime nie chodzi o treść, a nie o formę. Tła były bardzo ubogie.

OST... tu każdy ma odmienne zdanie. Openingi i endingi zawsze były świetne, piękne teksty w pięknym wykonaniu, natomiast sama seria uboga była w efekty akustyczne. Jako muzykę w tle wykorzystano piosenki z OP i END, niestety w sposób bezczelny i nieudolny. Chwilami muzyka była głośniejsza od kwestii postaci.

Ogólnie jest to jedno z moich ulubionych anime, ale mam naprawdę mieszane uczucia.

Najlepiej będzie jeśli zobaczycie sami.

Date A Live

A ja rozleniwiona latem... ach, pora coś napisać.


Tytuł można przetłumaczyć jako "Randka Życia".

Anime rozpoczyna się pierwszego dnia semestru letnio-wiosennego. Itsuka Shido zostaje dość brutalnie obudzony przez swoją przyrodnią siostrę Kotori, po czym jak normalny uczeń udaje się do szkoły.

Tego dnia nic nie jest jednak normalne, kiedy rodzeństwo przebywa w szkole zostaje ogłoszony alarm. Właśnie rozpoczęło się kolejne potężne trzęsienie ziemi, którego naukowcy nie są w stanie wyjaśnić.

Shido, zamiast udać się do schronu, biegnie do miasta by odszukać swoją młodszą siostrę. Nie znajduje jednak Kotori. Trafia w sam środek walki pomiędzy duchem z innego wymiaru znanym jako "Księżniczka" oraz swoją szkolną koleżanką, Tobiichi Origami.

Prawie ginie w trakcie starcia pomiędzy dziewczynami, zostaje zabrany na pokład tajemniczego statku powietrznego, podobnego trochę do UFO, jednak UFO to na pewno nie jest.

Odnajduje tam swoją siostrę, która okazuje się być kapitanem tajnej organizacji do walki z duchami. Shido dowiaduje się, że istnieją dwie takie organizacje, pierwsza niszczy duchy siłą, a druga, czyli ta której kapitanem jest Kotori, pieczętuje niszczycielskie moce duchów za pomocą... pocałunków...

Shido ma od tej pory zabierać niebezpieczne dziewczyny na randki i używając swojego uroku osobistego pieczętować ich zdolności.

Czy da sobie radę? O tym właśnie opowie nam "Date A Live".

Pora przejść do postaci, mamy więc Shido, który jest jak dla mnie kąpletną ciapą, która nie potrafi nawet jasno wyznać swoich uczuć. Momentami zachowywał się żałośnie, chowając się za plecami młodszej siostry.

Następna jest Kotori, maleńka, słodka i urocza, aż do bólu, ale czy to prawda? Otóż nie do końca, Kotori jest wredną dziewczyną, jednak niesamowicie bystrą i potrafiącą grać na uczuciach innych. Osobiście, polubiłam ją za wszystkie kwestie skierowane do "porucznika-lolicona".

Origami na początku wydawała mi się bardzo płytką i pustą osobą, jedna później okazało się, że na swój chory sposób kocha Shido. Była tak sztuczną i przerysowaną postacią, że właściwie irytowała mnie jak nikt inny.

"Doktor" Reine jest chyba idealnym oddaniem mojej osoby. Wiecznie zaspana, rozleniwiona, jednak w kryzysowej sytuacji zdolna przejąć inicjatywę. Jak wiadomo jest też bardzo mądra, ale niestety w wielu sytuacjach wyszła na skończoną kretynkę.

Kurumi... moja ukochana Kurumi. Zgrywająca dziewczynę pozwalającą na wszystko zwabia swoje ofiary w ciemne uliczki i brutalnie zabija, to właśnie kiedy ona się pojawia anime drastycznie się poprawia, momentami myślałam, że nie oglądam już komedii romantycznej, a krwawy horror w stylu Higurashi.

Thoka, wiecznie głodna, uczuciowa, głupitka i przewrażliwiona postać. Naprawdę zakochała się w Shido, niestety on nie potrafi zdecydować kogo kocha. Thoka jest silnym duchem, ale...

Jeśli o animacje i grafikę chodzi to cała seria trzyma wysoki poziom, kreska jest odrobinę przesłodzona, ale idealnie oddaje klimat lekkiej komedi pełnej tradycyjnych gagów. Jedyny element który mi przeszkadzał to buty Kurumi, nie wyglądały naturalnie, ale w jej wypadku idealnie naprawiało to oko-zegar, którego animacja była po prostu genialna i mogę na nią patrzeć i patrzeć godzinami.

Muzyka była jak to w komedii. Naprawdę cudowny opening oraz pierwszy ending, wszystko w wykonaniu sweet ARMS. Drugi ending spadł poniżej moich oczekiwań, nie pasował do całości, był aż za bardzo słodki i uroczy.

Ogólnie anime naprawdę bardzo mi się spodobało, zwłaszcza wszystkie zabawne sytuacje w jakie bohaterowie zostali "wkręceni".
Polecam je wszystkim, których upały mało co nie dobiły, pierwsza seria uratowała mnie rok temu, a ta pomaga mi w tym roku

czwartek, 15 maja 2014

Blood C





To anime na polski można przetłumaczyć jako Krew C.
Jest to anime bez oznak życia. Za każdym razem gdy je oglądam, widzę że jest to anime bez humoru, ale nie jest też smutne, no może tylko trochę.
Myślę że jest to takie anime z którego nie można wywnioskować smutku czy radości.
Jest to podobno horror, ale ja tak nie uważam.
Jest krew, są ofiary, jest wszystko to co zawiera horror, ale gdy je oglądam to po prostu nie mam takiego wrażenia że to może być horror.
Anime opowiada o dziewczynie o imieniu Saya, która nie ma matki, ma tylko ojca.
Codziennie w nocy walczy z tak zwanymi PRADAWNYMI.
Musi je zabijać bo pradawni żywią się ludźmi. Niestety dużo osób już z tego powodu ucierpiało.
Saya nie ma za dużo znajomych i nigdy nie potrafię znaleść w niej uczuć, czy jest smutna czy nie.
Jest to bardzo świetne anime, dużo się w nim dzieję, ale jest trochę zakręcone i szalone.
Warte obejrzenia, ja bym oceniła je na 9/10. Jest świetne.
Ulubieni bohaterzy? Nie będę wymieniała bo wszyscy odgrywają jakąś ważną rolę.

poniedziałek, 12 maja 2014

Ouran High School Host Club

Kochani, piszemy recenzje! Nie ma obijania się!


Tłumaczenie tytułu: Klub Hostów Liceum Ouran

Anime wyemitowano pierwszy raz w 2005 roku. Humorystyczne, słodkie, wręcz przesłodzone. Typowa komedia romantyczna. Mam nadzieję, że wszechobecny róż was nie zrazi, mało anime doprowadziło mnie do tak szczerego śmiechu.

Od openingu się wręcz uzależniłam. Chociaż melodia podobna była do takich z Disney Channel, to nawet wpada w ucho. Jak cała reszta, oczywiście przesłodzony. W ending się nie wsłuchiwałam zbytnio, ale też przypadł mi do gustu.

Kreska z założenia miała być (mam nadzieję) przesłodzona.W gigantyczne oczy włożono najwięcej starań, ponieważ to one przykuwały uwagę. Reszta twarzy była tylko "tłem". W mundurek szkolny nie włożono zbyt wiele wysiłku, jest prosty. Zresztą, jak każdy mundurek... Dziewczęcy szczególnie mi się nie podobał. Wszędzie wcisną się płatki róż, jest ich zdecydowany nadmiar.
Akcja rozgrywała się praktycznie tylko w dwóch pomieszczeniach, więc te tła wyszły dobrze. Jednak kiedy bohaterzy gdzieś wychodzili, wszystko trochę traciło ostrość, lecz wręcz niezauważalnie.

Bohaterzy reprezentowali różne typy mężczyzn, dużo by ich wymieniać. Właściwie trzymali się tylko tych schematów, grali i nie dało się poznać ich prawdziwych charakterów (bo wątpię, żeby byli tacy w 100%). Jednak byli ciekawi, właściwie nie ma się do czego przyczepić.

Fabuła była dosyć prosta.
Główna bohaterka - Haruhi, szukając spokoju, weszła do sali muzycznej nr.3, gdzie napotkała Klub Hostów. Niechcący zbiła wazę, wartą bardzo dużo pieniędzy (dokładnej ceny nie podam, nie pamiętam). Aby odpracować dług, została hostem, pomimo tego, że jest dziewczyną. Z czasem bardzo zaprzyjaźniła się z resztą klubu. Właściwie, to tyle.
W każdym odcinku działo się coś innego, historia zaczynała się i kończyła. Każdy odcinek trwał tyle, co zwykle (25 min.), ale zawsze mi się dłużyły (w pozytywnym sensie).

Z czasem przyzwyczaiłam się do słodyczy i zaczęłam angażować w romanse. Seria podobała mi się, aby oglądać, odcięłam się od rodziny.
Serdecznie polecam, jako odmóżdżacz, przy którym można się pośmiać.

Skoro Żmijka ma swoje "Przeciwna ortografii", to ja też chcę mieć swoje!

Przeciwna poprawnej polszczyźnie
~ Licia

Nie no, jej to lepiej wychodzi...

niedziela, 4 maja 2014

Nieobecność.

Od jutra do tego czwartku nie będzie mnie tutaj i nie będę pisać recenzji. Więc tylko dziewczyny będą dodawały. Ech... To chyba by było na tyle...
Do zobaczenia w czwartek!

Moja opinia o Finnian Lemon i o Żmijce

Więc zacznę może od Finnian Lemon... Tak więc znam ją jakoś od wczoraj, ale bardzo ją lubię i naprawdę dobrze się z nią pisze. Jest zakręcona i bardzo zabawna. No i sądzę, że wiele nas łączy.Wszystkie trzy wraz ze Żmijką mamy bardzo DZIWNE pomysły jak na ludzi, no ale takie już jesteśmy.

A teraz czas na Żmijkę... Znam ją już dość długo, chyba ponad 2 lata. Jest pełna pozytywnej energii i ją BARDZO KOCHAM. Ma również bujną wyobraźnię. Wiem to, bo znałam kiedyś pewną pannę Ryu (lub jakoś podobnie się nazywała), ale nie będę o tym wspominała bo to nasze takie stare historie.Jednym słowem jest wspaniała.


To dla was moje kochane :-)

Tottoko Hamutarō

 
Według Żmijki to mają niby być "Przygody Chomiczków".

Jest to urocze anime, a ściślej mówiąc genialna bajka dla dzieci, którą kocham i nie mogę przestać jej oglądać, nawet jeśli jest okropnie stara (ma już koło 14-16 lat).

Kreska ze względu na wiek jest raczej uboga, tak samo jak oszczędne animacje.

Seria opowiada o przygodach grupy szalonych chomików, dla mnie bardzo ludzkich chomików. I tak mamy tutaj np. Szefa - chomik bez właściciela, jak mówi jego imię szef wszystkiego co się rusza, Ribon - francuska modnisia, milutka i do tego zakochana w Hamtaro, odważny i waleczny Hamtaro oraz cichy geniusz o wymownym imieniu Neteru (Śpioch).

Fabuła jest inna w każdym odcinku, ale nie porywa, bo wiecie, to jest anime dla dzieci.

Mimo, że jest dla dzieci to dalej je kocham i moja ocena to 12/10. Bo naprawdę świetnie edukuje i nadaje się do puszczania młodszym otaku.

Another

*Zapraszam wszystkie NORMALNE osoby do zostania recenzentami*


Po polsku można różnie tłumaczyć ten tytuł, zostańmy jednak przy "Następny", co jest też dosłownym tłumaczeniem znaków urzytych do zapisu.

25 lat temu uczeń Północnego Gimnazjum Yomiyamy zginął w tragicznym wypadku. Jednak uczniowie i ich nauczyciel w dalszym ciągu zachowywali się tak jakby on ciągle tam był, jakby nigdy nic złego go nie spotkało, co dziwniejsze uczeń ten wyszedł nawet na zdjęciu klasowym... tak właśnie rozpoczyna się historia klątwy trzeciej klasy.

Dokładnie 25 lat później do trzeciej klasy trafia nowy uczeń. Nie ma on zielonego pojęcia o całej sprawie. Zanim Sakakibara trafia do przeklętej klasy uczniowie idąc śladami swoich poprzedników wybrali "martwego ucznia", a konkretnie uczennicę, Misaki Mei. Dla dobra innych traktują ją jak powietrze, udają, że Misaki nigdy nie istniała i nie istnieje.

Sakakibara nie jest tego świadomy, zaczyna rozmawiać z Misaki i tym samym rozpoczna działanie klątwy, uczniowie i nauczyciele oraz wszyscy powiązani z trzecią klasą zaczynają ginąć w tragicznych wypadkach.
Jedynym sposobem na zatrzymanie śmiercionośnej klątwy jest zabicie prawdziwego martwego ucznia, którego tożsamość do samego końca pozostanie zagadką.

Mogę tylko powiedzieć, że chyba nikt nie spodziewał się takiego zakończenia.

Bohaterami naszej opowieści są uczniowie klasy trzeciej i kilku powiązanych z nimi dorosłych. Najciekawszą osobą jest Misaki Mei, dziewczyna ciężko doświadczona przez los, o czym można się dowiedzieć z odcinka zerowego.
Sakakibara również nigdy nie miał łatwo. Jednak mimo to jest skończonym optymistą.
Inni bohaterowie pokazani są tylko jednostronnie, ale z tych bohaterów najbardziej spodobała mi się chłodna Akazawa, przewodnicząca od środków zapobiegawczych.

Kreska, tła i animacje na wysokim poziomie, nikt nie oszczędzał sobie na tym aspekcie "Another", jednak było coś co mi się nie spodobało, w anime nigdy nie zostały pokazane sceny śmierci, nie w sposób dokładny. Mamy tylko jakieś urywki i widok zwłok, a czasami nawet tego nie widać.
Dla części widowni do duży plus, ale nie dla mnie.

Nigdy nie zwracam uwagi na muzykę którą można usłyszeć w środku anime, chyba, że jest to naprawdę ciekawa nuta, ale tu jej nie ma. Ending'u nigdy nie wysłuchałam do końca, ale za to opening w wykonaniu Ali Project był jednym najlepszych jakie w życiu widziałam i słyszałam, idealnie oddawał klimat całej serii.

Moja ogólna opinia o całości? Genialne anime, dla wszystkich horroro maniaków...

PS.
Wracam do recenzowania horrorów, przede mną jesze kilka, ale czekam na wasze propozycje.

sobota, 3 maja 2014

Tonari no Kaibutsu-kun

Jestem Mizu, i tak się do mnie zwracajcie. Jestem tą nową!
Na początek dodam recenzję jednej z moich ulubionych anime.


Podobno tytuł tego niezwykle wspaniałego anime po polsku oznacza: Mój Mały Potwór.
Nie za bardzo rozumiem przekaz tego tytułu, ale nieważne.
Jest to anime gatunku shoujo.
Anime nie ma za dużo odcinków, bo tylko 13
Historia zaczyna się w pewien nietypowy sposób.
Dziewczyna od której wszystko się zaczęło (Shizuku Mizutani) jest, w pewnym sensie kujonem.
Ciągnie ją do nauki i stara się tylko na tym skupiać.
W szkole Shizuku jest pewien chłopak, Haru Yoshida, który rzadko uczęszcza do szkoły i wdaję się bardzo często w różne bójki.
Nauczyciele Haru już to zauważyli, więc jeden z nauczycieli poprosił Shizuku o to, aby poszła do Haru i dała mu notatki z lekcji.
Na początku nie widziała w tym jakiego kolwiek sensu, bo choć byli w tej samej klasie to ona się z nim nie zadawała.
Z resztą jak większość osób, bo wszyscy się go bali.
Ogólnie anime jest bardzo wesołe.
Każdy bohater tego anime ma coś zabawnego w sobie, każdy ma inny charakter i tym zachwyca mnie to anime.
Kreska anime jest naprawdę dobra.
Jak w prawie każdym anime, główni bohaterzy zakochują się w sobie.
Yoshida jest bardzo otwarty, szczery i gdy się czymś przejmuję to prawie tego po nim nie widać.
Naprawdę, jest szczery. 
Shizuku zdołała nakłonić Haru do powrotu do szkoły, ale on powiedział że będzie chodził do szkoły tylko dlatego że ona tam jest.
Haru wcale nie jest taki na jakiego wygląda... Czyli wagarowicz itd. 
W szkole uczy się praktycznie dobrze, a Shizuku pilnuję jak oka w głowie, a gdy ktoś ją zaczepi od razu wdaję się w bójkę.
Nie chcę wam zdradzać jak było dalej, bo sami musicie to obejrzeć. To niesamowite anime, jedno z moich ulubionych.
Jeżeli miałabym je ocenić to bym dała 100 %.
Świetne, tyle rzeczy tam się dzieję i tyle fajnych bohaterów.
A w sprawie bohaterów...
Nie wiem czy mam ulubionych, ale jeżeli mam wybrać z dziewczyn no to Shizuku, a z chłopców to Haru i Yamaken 
A no i zapomniałam dodać że Haru miał również swoją kurę, którą gdzieś znalazł i ma bzika na jej punkcie. Nazwał ją Nagoya.

Nowi Recenzenci!

I tak oto, na nasze prośby odpowiedziały aż DWIE osóbki. Znane osóbki. Powitajmy w naszej zwariowanej rodzince Mizu i Haku! Ich pierwsze recenzje pojawią się już niedługo, wyczekujcie więc!
Tak, napisałabym coś więcej, ale nie potrafię. Żmijka coś dopisze w komentarzu...

A to dla naszych nowych dziewczynek na zachętę:


Żmijka powiedziała, żeby urządzić z tej niezwykłej okazji imprezę. Jednak mój umysł najprawdopodobniej zrozumiał to opacznie...

Przygotowałam coś takiego:


Kto ze mną imprezuje, no kto?

PS: Komentarze pod tym postem to śmietnik naszego szaleństwa, ludzię normalnę tego nie zrozumieją.

Sword Art Online

Kochani... NABÓR...

Tłumaczenie tytułu: Internetowe dzieło miecza


Ach... Obejrzałam je z powodu mojej miłości do gier wszelakich i dla wyluzowania się... Ale nie spodziewałam się tak fajnej serii.
Mangę wydano we wrześniu 2010 roku. Premierowa emisja anime na - przykładowym - kanale Tokyo MX miała miejsce w 2012 roku. Reżyserowane przez Tomohiko Itoo, zyskało dużą sławę i w Polsce.

Muzyka była w klimatach techno, czyli niezbyt moich. Jednak muszę przyznać, że po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do niej i polubiłam ją. Opening bardziej podobał mi się od endingu, ale mówiąc szczerze, zaczęłam ich słuchać dosyć późno...

Kreska z początku nie przypadła mi do gustu. Jednak moje ludzkie oczy - podobnie jak z muzyką - po jakimś czasie przyzwyczaiły się do niej i ją polubiły.
Tła były nawet trudne do narysowania, ale wyszły przepiękne. Charakter miejsc w jakich przebywali bohaterowie non-stop się zmieniał, co dodatkowo musiało być problemem. Moim zdaniem jednak to zrobili na zdecydowany plus.

Postacie, postacie, postacie... Jak tu opisać postacie, skoro to gra..? No cóż, spróbujemy.
SAO jest kolejnym anime bogatym w bohaterów, jednak na pewno nie ma problemu w wyłapaniu głównego z nich, a raczej "głównych". Mieli bardzo ciekawe charaktery. Jednak ciężko ich opisać... No cóż, sami się dowiecie oglądając.

Wszystko zaczyna się, kiedy Kirigaya Kazuto (główny bohater) rozpoczyna grę Sword Art Online. Ponieważ wcześniej był jej beta testerem, uważa, że wszystko powinno być w porządku. Jednak nie jest tak, jak mu się wydawało...
Z gry nie dało się wylogować, przez co wszyscy gracze zostali uwięzieni. Jedynym sposobem na powrót do normalnego świata jest przejście całej gry. Czy uwięzionym graczom uda się wydostać? Tego się dowiemy oglądając...

Moim zdaniem powinni podzielić pierwszy sezon na dwa, ponieważ od 14-go odcinka zaczyna się inna gra. Jednak to wymysł autora, nic mi do tego.

Seria mi się podobała, nie nudziłam się nią na pewno. Jednak nie nadaje się zbytnio dla osób nie obeznanych z grami, ponieważ używają tam terminów typowych dla MMO RPG.
Dla moich growych braci i sióstr jeszcze raz zdecydowanie polecam!