sobota, 26 lipca 2014

Ao no Exorcist

Jedna z niewielu recenzji jakie napiszę w ciągu wakacji. Przepraszam!


Błękitny Egzorcysta to jedno z popularniejszych anime. Ma już swoje latka, w końcu nadali je w 2011 roku. Jednak dobre anime zawsze zachowuje swoją świetność, nie? Nawet jeśli oryginalnej mandze nie dorasta do drugiego rozdziału. Ja osobiście bardzo je lubię, pomimo licznych absurdów...

Fabuła opowiada o Rinie Okumurze, który już od najmłodszych lat "trochę nad sobą nie panuje". Trochę bardzo. Często wracał do domu w zadrapaniach i krwi, a nieraz wysyłał innych chłopców do szpitala. Dorastał w klasztorze ze swoim bratem bliźniakiem - Yukio, ojcem Fujimoto i innymi duchownymi. Jednak kiedy miał 16 lat, po jednej z dziwniejszych bójek został łaskawie poinformowany o tym, że w rzeczywistości jest synem króla demonów - Szatana. Jeszcze tej samej nocy, nasz kochany Fujimoto zmarł (bo co to za historia, jeśli nie osierocimy głównego bohatera?!).
Chłopak postanowił, że zostanie egzorcystą i pokona swojego prawdziwego ojca. Z pomocą dyrektora szkoły dla egzorcystów - Mephisto Pheles'a trafia do akademii i tam rozpoczyna swoją naukę. Poznał tam między innymi Suguro, Shimę, Konekomaru, Kamiki i w międzyczasie Shiemi, przed którymi jest zmuszony ukrywać swoje demoniczne pochodzenie, a jego nauczycielem okazuje się... Jego brat bliźniak, który wszystko wiedział.
O ile do pewnego momentu fabuła anime szła zgodnie z mangą, to gdzieś w połowie serii poszła zupełnie innym torem. Obstawiam, że to dlatego, ponieważ na wszystko co było zawarte w komiksie nie było miejsca, a tasiemca nie chciało im się robić.

Śmieszne perypetie bohaterów mieszają się z tymi poważniejszymi, co sprawia, że czuję jakby do anime napchali niepotrzebnych wątków, które w mandze po prostu idą do stron bonusowych. Oczywiście, przy większości płakałam ze śmiechu, ale nieco mieszało mi się w głowie.

Bohaterowie byli bardzo ciekawą i prześmieszną zgrają różnych charakterów. Na przykład Suguro - uważny i pilny w nauce, jednak na swój sposób buntowniczy i Shima - kochający kobiety i nie znoszący robaków. Pomimo, że sobie zaprzeczają, trzymają się razem, dzięki przyjaźni i czymś w rodzaju klubu, a mianowicie szkoły dla egzorcystów. Często wywoływali uśmiech na mej pięknej twarzy, ale i momentami zaskakiwali, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.
Taka rozkmina co do tego anime - Niby Rin jest wyjątkowy, bo jest demonem, który żyje w Assiah, ale co z Mephisto i Amaimonem? Też tam żyją, ale nikt im się nie dziwi... Chyba, że kogoś opętali, nie wiem.

Kreska jest dobra jak na czas, w którym powstało anime, jednak w tym czasie już nie zaskakuje. Ludzie wyglądali dobrze, tak samo demony. Oczywiście kolory włosów godne tęczowych lodów z amerykańskich kreskówek. Tła zaś były śliczne. Dopracowane i klimatyczne. Autor dobrze operował cieniami. Ale zawsze są jakieś niedociągnięcia, które można wybaczyć.

Muzyka... Jeśli chodzi o openingi i endingi. Te pierwsze kocham i rezerwuję im miejsce na playliście w moim telefonie, zaś endingi nie przypadły mi do gustu. Pierwszy był w klimatach disco polo (o zgrozo!), a drugi brzmiał jakby... Nie wyrażę się, bo nie znam dolnej granicy wieku czytelników tej strony.
Plus dla serii za muzykę w tle. Ponieważ była. Nie zawsze w odpowiednim momencie, ale była. Raz była za szybko, raz za późno, ale jeśli się dopasowało do momentu, potrafiła podnieść napięcie.

Polecam osobom, które lubią dobre mordobicie, ale bez hektolitrów krwi. Nie mówię oczywiście, że jej nie ma, po prostu byłam w stanie skutecznie zetrzeć ją z biurka. Oglądałam je dwa razy i mi się nadal nie znudziło. Ogółem - Polecam!

~ Licia

PS: Najlepszy Polak-masochista walczący cyrklem!

wtorek, 22 lipca 2014

Recenzeci oraz konkurs!

Wita was szacowna pani administrator Żmijka.... nie jest z nami dobrze, niestety nasze cudowne dziecko przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii, dlatego bardzo liczymy na wasze wsparcie!

Jak możecie pomóc naszej biednej stronie?
Po pierwsze to o czym tróję zawsze, zawsze, zawsze i zawsze, szukamy recenzenta! Jest lato, są wakacje, można spróbować! To nie jest ciężka robota w kamieniołomach! Pisz do nas!

A po drugie ogłaszamy konkurs z niesamowitymi nagrodami!
Co należy zrobić? Wystarczy wymyśleć reklamę dla naszej strony, może to być dowolna forma, liczę na waszą kreatywność.

Reklama musi zawierać adres naszej strony, a autor przez cały czas trwania konkursu musi mieć ją na swojej prezentacji/stronie/czy gdzie tam jeszcze ją umieści, wygrywa osoba której reklama będzie najciekawsza :-)

Zgłoszenia proszę wysyłać bezpośrednio do mnie, przez maila, lub do Kurushimi Tsuki.

Liczę na was :-)

niedziela, 20 lipca 2014

Hitsugi no Chaika


"Trumna Czajki" to bezapelacyjnie jedno z najlepszych anime jakie otrzymaliśmy w tym roku. Szybko zaskarbiło sobie popularność wśród fanów dzięki ciekawej kresce, niesamowitej historii, dopracowanym animacją i wpadającej w ucho ścieżce dźwiękowej.

Akcja dzieje się w nieokreślonym czasie, w tajemniczym świecie, w którym od dawna panuję całkowity pokój. Większość jego mieszkańców czuje się z tym dobrze, jednak Touru, sabotażysta, nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwy. Ponieważ na świecie zabrakło wojen on i jego młodsza siostra, Akari, zostali całkowicie pozbawieni źródła zarobku. Chłopak do tej pory nie znalazł żadnej pracy, co bardzo irytuje i denerwuje Akari, która musi zapewnić zarówno jemu i sobie pieniądze na życie.

Pewnego dnia wszystko się zmienia, kiedy Touru jest w lesie na polowaniu, niespodziewanie wpada na dziwną dziewczynkę podróżującą z trumną na plecach. Przedstawia się ona jako Czajka Trabant.
Szybko okazuję się, że dziewczyna zgubiła się w górach i nie ma pojęcia jak odnaleźć drogę. Chłopak proponuje jej pomoc w zamian za zapłacenie za śniadanie.
Tak rozpoczyna się wielka przygoda trójki naszych bohaterów.

Szybko okazuję się, że Czajka tak naprawdę jest córką Gaza, przerażającego cesarza zamordowanego przez bohaterów w czasie ostatniej wojny, jej misją jest pozbieranie rozrzuconych po świecie szczątków swojego ojca i danie mu pogrzebu.
Jednak istnieją ludzie którzy nie wierzą dziewczynie i myślą, że pragnie ona odbudować cesarstwo za pomocą kawałków ciała swojego ojca.
Ścigają oni dziewczynkę w celu za pobiedzenia kolejnej wojnie jaką ich zdaniem chce wywołać Czajka.

Jaka jest prawda? Tego dowiemy się oglądając pełną zwrotów akcji serię.

Jeśli o bohaterów chodzi to mogę wam zdradzić, że osobiście bardzo polubiłam wybuchową Akari oraz skrytą i nieśmiałą Czajkę.

Jak pisałam na początku seria otrzymuje prawie same pozytywne recenzje, w całości utrzymana jest w steampunk'owym klimacie. Osobiście nie przepadam za takimi klimatami, jednak Księżniczka z Trumną jest naprawdę warta zobaczenia.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Kara no Kyoukai


"Pusta granica", nawet nie wiecie jak ciężko pisać recenzje tego anime.

Sporo zastanawiałam się nad formą i przekazem tej serii, na początku bardzo mnie znudziła, przez wolną akcję. Potem znów do niej wróciłam i wywołała u mnie zupełnie odmienne uczucia.

Całe "Kara no Kyoukai" tak naprawdę jest portretem psychologicznym młodej i rozchwianej emocjonalnie dziewczyny, Shiki Ryougi. Dziewczyna o podwojonej osobowości, z jednej strony brutalny morderca, z drugiej... no właśnie, z drugiej strony w gruncie rzeczy Shiki jest uroczą i trochę zagubioną dziewczyną. Cały czas nasuwa mi się jedno słowo, mianowicie Shiki jest jak kotek. Mały, słodki, ale zawsze może mocno podrapać.

Fabuła...
Właściwie jeśli dokładnie się na niej skupić (co jest raczej nie możliwe) potrafi bardzo mocno wciągnąć. Niestety przez prawie cały czas właściwie nic się nie dzieje, albo akcja jest taka nudna, że chwilami miałam wrażenie, że film po prostu się zaciął. Niestety w tym wypadku nie było to winą mojego super-nie-szybkiego Internetu, tylko kompletnym brakiem akcji na ekranie.

Jak już wspomniałam główną bohaterką jest Ryougi Shiki. W wyniku wypadku wpadła w dwu letnią śpiączkę, była tak blisko granicy życia i śmierci, że po wybudzeniu zyskała niesamowitą zdolność widzenia linii śmierci, dzięki którym może przeciąć dokładnie wszystko.  

Właśnie w tej chwili do akcji wkracza mag, Aozaki Touko, która podszywając się pod terapeutkę przybywa do szpitala w którym przebywa Shiki. Postanawia ona nauczyć dziewczyne jak korzystać ze swoich zdolności.

I to właśnie w tym momencie, gdzieś koło czwartego odcinka rozpoczyna się tak zwana akcja.

Kara no Kyoukai jest naprawdę bardzo powolnym i szczegółowym anime, dlatego naprawdę było dla mnie zbyt wolne i oczywiste. A to niestety ogromny minus.

Za to soundtrack w wykonaniu Kalafanii naprawdę był świetny, klimatyczna, dopasowana muzyka, tutaj wszystko było dograne i dopięte na ostatni guzik.

Animacje też porządne, ale za równo tu i w kresce szału nie ma. Niestety.

Do końca nie jestem pewna co myślę o tym tytule. Niby "mój" gatunek, ale w dalszym ciągu coś nie do końca jest w porządku. Wszystko było odrobinę nielogiczne, ale... właściwie, nie, jednak nie wiem.

Jeśli masz dużo czasu, to zobacz i sam się przekonaj. Naprawdę, twardy orzech do zgryzienia.

niedziela, 29 czerwca 2014

UN-GO


Obstawiam, że ten tytuł coś znaczy, ale nie jestem dobra w tłumaczeniach, więc nic nie znaczy. Obejrzałam to anime pod wpływem mnóstwa grafik z główną/ym bohaterką/em. Było to już moje kolejne anime detektywistyczne. Niestety, zawiodłam się na nim. Pod względem... Wszystkiego, oprócz bohatera/ki, który/a sprawił/a, że zaczęłam je oglądać.

Fabuły właściwie żadnej. Przez prawie wszystkie odcinki ten sam schemat, Shinjurou i Inga rozwiązują jakąś banalną zagadkę, po jakimś czasie Inga przymusza kogoś do odpowiedzi i bach, zagadka rozwiązana, wszyscy są szczęśliwi, oprócz tych, co ją rozwiązali, bo całą śmietankę zgarnęli Ci, co prawie nic nie robili. Parę razy podobny schemat dział się przez dwa-trzy odcinki, ale jedyną dłuższą i fajniejszą sytuacją była akcja w więzieniu z "Pisarzem". Niestety, wszystko przybrało ciekawszy obrót dopiero pod koniec.
Chyba wyłapywałam intencje autorów, chcieli stopniowo dozować odpowiedzi na pytania, ale wyszło na to, że wszystko dali w ostatnich minutach ostatniego odcinka. Mnie osobiście to nudziło do trzech ostatnich odcinków.

Postacie nie podobały mi się. Nie miały określonego charakteru, niejedni zmieniali się przynajmniej raz na dwa odcinki. Jedyną ciekawą postacią był/a Inga, bezpłciowy towarzysz Shinjurou. Na resztę nawet nie ma co zwracać uwagi, szansa na to, że zobaczycie ich więcej niż dwa razy jest dosyć mała. Nie tyczy się to oczywiście naszej trójki głównych bohaterów i jeszcze paru osób (przyznaję się, po prostu nie pamiętam imion). Jednak ja po prostu nie lubię postaci, które przez pół serii powiedzą dwa słowa, a potem okazują się tak głębocy, że aż zaczynasz szukać drogi powrotnej do brodzika. Wy możecie mieć inne zdanie.

Kreska zdecydowanie pasowała do ogólnego klimatu anime, co nie oznacza, że jest wyjątkowo dobra. Główny bohater wyglądał po prostu jakby chorował na anoreksję, uprzednio połykając kij od szczotki. Mi nie podobały się postacie męskie, kobiety wyszły ładnie. Tła też nie raziły w oczy. Ogólnie, to nic nie powalało, nic nie sprawiało, że moje oczy krwawiły i wyszło na to, że charakter anime został bardzo fajnie oddany. Animacje były również płynne.

Opening i ending zaczęłam znosić dopiero pod koniec serii, czyżby w grę wchodziła adaptacja zmysłu słuchu? Zdecydowanie nie były to moje klimaty. Ale jeśli miałabym wybierać, to lepszy jest ending. Podsycał ciekawość widza, o ile takową posiadał.

Na początku cała ta seria niesamowicie mnie nudziła, jednak stopniowo wciągała, a pod koniec oglądałam już w stanie "Mamo!!! Tylko jeden!!!". Nie polecam fanom szybko toczącej się akcji, a jeśli masz niesamowicie dużą cierpliwość, to zezwalam na obejrzenie. Całe anime jest przeciętne, więc pozostanę pod jego względem neutralna i nie będę go wartościować.

~ Licia

czwartek, 19 czerwca 2014

No Game No Life


"Żadnej gry, żadnego życia"

Cóż za kolorowe anime! Już od dawna nie zachwyciłam się czymś tak bardzo jak tą serią, wydaje mi się, że w chwili obecnej jest jeszcze tylko jedna komedia którą tak mocno polubiłam.

Akcja rozpoczyna się we współczesnym Tokyo, na samym początku serii poznajemy rodzeństwo "no lif'ów", uzależnionego od gier, niesamowitego stratega, Sorę oraz jego uroczą młodszą siostrzyczkę, geniusza w wielu dziedzinach, Shiro.
Oboje cierpią na ciężki przypadek fobii społecznej w wyniku której cały czas spędzają zamknięć w swoim pokoju grając w przeróżne sieciówki.
Są naprawdę niesamowitymi graczami i jeszcze nigdy nikomu nie udało się ich pokonać. W Internecie stają się prawdziwą legendą, ponieważ nigdy nie nazywają swoich kont internauci ochrzcili ich mianem "Pustych".
Nienawdzią prawdziwego świata, uważają go za beznadziejną grę, która pozbawiona jest jakiegokolwiek celu.

Pewnego dnia rodzeństwo otrzymuje tajemniczego maila od nieznanego nadawcy. Proponuje im on grę. Nie zastanawiając się długo rodzeństwo przyjmuję wyzwanie. Okazuje się, że tą "arcy trudną" grą są szachy. Oczywiście serię pojedynków wygrywają Puści, dzięki geniuszowi Shiro (10 do 120 różnych ustawień szachownicy!) oraz logicznemu myśleniu Sory.

Od tajemniczego nadawcy nadchodzą kolejne wiadomości. W jednej z nich pyta się on rodzeństwa co by zrobili gdyby mogli odrodzić się w świecie gdzie wszystko jest grą. Oczywiście odpisują, że bardzo chętnie odwiedziliby taki świat.

I w tej chwili ich życie zmienia się niemal o 180 stopni.
Zostają zabrani ze swojego cichcego świata gier do prawdziwego świata fantasy.

Okazuję się, że nadawcą tajemniczych wiadomości jest Tet - samozwańczy bóg idealnego świata w którym wszystkie spory rozwiązywane są za pomocą gier.
Świat ten żądzi się 10 prawami, nie wolno między innymi zabijać, oszukiwać, a zakładów zawsze należy dotrzymywać.

Rodzeństwo startuje w turnieju o tron Elkii, ostatniego miasta zamieszkanego przez Imanity, rasę ludzką.
Już wkrótce postanawiają podbić cały świat gry.

Tylko czy im się to uda?

Jak już wcześniej wspomniałam głównymi bohaterami serii jest "przeurocze" rodzeństwo NEETÓW. Na swojej drodze spotykają oni również innych, równie ciekawych.

Mamy na przykład Stephanie "Stefkę" Dola, wnuczkę byłego króla Elkii. W zasadzie na pierwszy rzut oka wydaje się ona kąpletną idiotką, jest zdolna nawet do przegrania tronu w turnieju pokerowym.
Jednak czasami miewa przebłyski geniuszu, w zasadzie nie wiem jeszcze co o niej sądzić, jest... wyraźnie do tyłu z inteligencją.

Następnie poznajemy elfkę, Fi oraz jej służącą, właściwie to nie wiem jakie łączą je relacje, Kurami Zell. Kurami o mały włos nie doszła do tronu za pomocą oszustw i wykorzystywania magii elfów.

Kolejną bohaterką małego haremu Sory będzie Jibril. Jest Skrzydlatym, dawniej służyła jako broń do niszczenia bóstw, sama wspomniała o swoim upadku w wyniku którego "przypadkiem" zabiła tysiące "tych leśnych troglodytów", elfów.
Jednak wcale nie jest taka groźna, czego dowiedziałam się kiedy w zapętleniu oglądałam jak ślini się na tablet...

Animacje są raczej dobrze wykonane, nie widziałam większych problemów. Seria jest bardzo kolorowa, to stara i dobra sztuczka mająca na celu odwrócenie naszego wzroku od wszelkich pomyłek.
Kreska jest cudowna, uwielbiam ją. Jedyny problem stanowią tła, jednak są one beznadziejne tylko kiedy znajdujemy się w Elkii.
Niezwykle spodobała mi się za to tajemnicza sadzawka nad którą przesiadują Kurami i Fi.

Opening, ending oraz całe OST uważam za jedno z najlepszych jakiego miałam okazję słuchać. A zwykle wszystko przewijam.

Ogólnie anime polecam faną takich serii jak SAO, Angel Beats! oraz wszelkich komedii pełnych wzruszeń i odrobiny ecchi.

Shikabane Hime

Wybaczcie, jest to stara recenzja przekopiowana ze strony kocieotaku.blogspot.com. Nie mam pomysłu na nowe recenzje.



Nareszcie udało mi się obejrzeć "Shikabane Hime" w całości. Jest to anime wyprodukowane i wyemitowane w latach 2008-2009 przez GANIAX. Autorem scenariusza jest Shou Aikawa, natomiast wyreżyserowane jest w całości przez Masahiko Murata.
Fabuła w całości obraca się wokoło kultu Kougon (spotkałam się również z nazwą Kougonshuu) zajmującego się walką z Shikabane. Są to istoty które za życia zbyt mocno się do czegoś przywiązały i po śmierci powracają do życia jako podobne do ludzi potwory. Ich nazwa w dosłownym tłumaczeniu oznacza 'Martwe zwłoki'. Kult Kougon odkrył sposób w jaki można z nimi skutecznie walczyć. Shikabane dziewcząt w odpowiednim wieku mogą zostać tytułowymi Shikabane Hime (Księżniczką martwych zwłok). Zostają one połączone z szkolonym, zakątraktowanym kapłanem poprzez En (coś w rodzaju sieci). Dzięki temu mogą one otrzymywać od niego Run zastępującą energię życiową
Na samym początku anime poznajemy Hoshimurę Makinę, Shikabane Hime Keseia Tagamine. Dziewczyna zginęła w bardzo bolesny i tragiczny sposób, ale o tym dowiemy się w dalszej części serii.
Podczas walki z shikabane Makina przez przypadek wpada na zupełnie zwykłego, tak by się przynajmniej wydawało, licealistę, Ouriego Kagamine, brata Keseia.
Od tej pory zafascynowany śmiercią Ouri bez przerwy będzie się wtrącał w sprawy kultu Kougon, co ostatecznie nie skończy się dla niego dobrze.
Przejdźmy do oceny postaci:
Hoshimura Makina - została narysowana w bardzo staranny i szczegółowy sposób. Co jednak nie zmienia faktu, że czasami porusza się w sposób nienaturalny. Do tego naboje w jej magazynkach nigdy się nie kończą...
Z charakteru nie wiele można wyczytać. Jest bardzo przywiązana do Keseia i życia. W prawdzie twierdzi, że pogodziła się ze swoją śmiercią, ale czasami wydawało mi się, że nie do końca. Nie wierzy w niebo, została shikabane hime tylko po to by zlikwidować odpowiedzialnych za swoją śmierć.
Kesei Tagamine - zakontraktowany kapłan. Zboczeniec który bez końca wrabia swojego brata w posiadanie niecenzuralnych przedmiotów. Jednak tak naprawdę bardzo troszczy się o Ouriego i Makinę. On również został narysowany bardzo dokładnie, jednak zirytowały mnie jego okularki.
Ouri Kagamine - brat przygarnięty przez Keseia w wieku 4 lat. Sposób narysowania Ouriego przypomina mi DNAngel... dlatego nie za bardzo mi się spodobał. Jak w większości takich serii jest on irytujący i nie ogarnięty do granic możliwości. Ciągle myśli o shikabane hime jak o żywych istotach. Przeczenia swoje umiejętności i... jest odrobine dziwny.
Tylko tylu bohaterów można opisać nie zdradzając fragmentów fabuły i zakończenia.
Jak wspomniałam wcześniej kreska jest bardzo dopracowana, jednak w wielu momentach widać braki w animacjach. Postaci, a zwłaszcza shikabane hime podczas walki, wykonują conajmniej nienaturalne ruchy. Wygląda to jakby ktoś wyciął kilka klatek z sekwencji walki.
OST właściwie w większości jest sprawką Angeli. Szczerze przyznaje, nie jestem fanką jej głosu, ale w tym anime poradziła sobie świetnie. Idealnie oddała nastrój całej serii.
Generalnie całe "Shikabane Hime" bardzo mi się spodobało. Uwielbiam je za ilość przelanej krwi i fakt, że przesłania należy poszukać.
Polecam wszystkim, zwłaszcza faną serii Blood.

wtorek, 17 czerwca 2014

Spice and Wolf


Trochę idiotycznie brzmi "Przyprawa i Wilk", więc oficjalnie uznam, że nie jestem pewna polskiego znaczenia tego tytułu. Zainteresowałam się tą serią dzięki grafikom na jednej ze stron z takowymi. Ponieważ moja koleżanka oglądała to wcześniej, uprzedzała mnie, że jest ona nudna, jednak zaskoczyłam się pozytywnie, ponieważ wcale tak nie było, wręcz przeciwnie, to anime wylądowało w mojej "topce".

Zacznijmy od zapoznania się z fabułą:
Lawrence jest zwykłym kupcem. Jednak gdy przybył do pewnej wioski, trafił akurat na święto ludowe. Po uczestniczeniu w nim, jeszcze tej samej nocy spotyka wilczą boginię - Horo. Początkowo nie jest nią kompletnie zainteresowany, jednak po kilku dniach wilczyca przekonała go do wspólnej podróży. Kupiec pomaga jej odnaleźć dom sprzed lat.
Odwiedzają mnóstwo miast, przeżywają niesamowite przygody i dokonują bardzo ryzykownych transakcji.
Czy uda im się dosięgnąć celu? Czy uczucie rodzące się pomiędzy nimi ma sens?

Pod względem fabularnym ta seria lekko wiała nudą. Rzadko kiedy akcja toczyła się szybko. Jednak na scenach handlu byłam niesamowicie podekscytowana, te momenty trzymają widza w napięciu niemal cały czas, dokonują częstych zwrotów akcji. Wątek miłosny też jest dobrze rozwinięty, a klimat średniowiecza idealnie stworzony i utrzymany.

Kreska w anime znacząco różniła się od tej mangowej. Jednak mi to nie przeszkadzało. Użyte kolory były dla mnie nieco zbyt "pastelowe", ale każdy ma inny gust. Tła nie były bardzo zmienne, każda karczma i każde pole wyglądało mniej więcej tak samo. Jednak to, czego było niewiele było dobrze zrobione.

Muzyka bardzo mnie zawiodła. Na openingu i endingu prawie zasypiałam, nie pasowały do akcji, brzmiały jak kołysanki do spokojnej drzemki przy ognisku. Muzyki w tle nie wyłapałam, ale ponieważ rzadko kiedy zwracam na nią uwagę, mogłam po prostu jej nie zauważyć.

Anime nie nadaje się raczej dla widzów oglądających tylko dla szybkiej akcji, bo takowej w ogóle nie było. Raczej polecam osobom wyłapującym szczegóły i używającym szarych komórek.
Mi osobiście bardzo się podobało, ale ostateczną ocenę pozostawiam każdemu z was osobno, bo przecież każdy ma własne zdanie.

~ Licia

Shingetsutan Tsukihime


"Kroniki Księżycowej Księżniczki" są kolejnym anime opartym na fabularnej grze o takim samym tytule i mimo okrojonego zestawu bohaterów ogólną realizację projektu oceniam bardzo wysoko.

Zacznijmy jednak od fabuły, seria opowiada historię nastolatka o wdzięcznym imieniu Shiki (tak, to słowo znaczy "Truchło"), który posiada niesamowitą zdolność. Potrafi zobaczyć tak zwane "linie śmierci". Są to czerwone sznureczki, których nikt inny nie jest w stanie dostrzec. Wystarczy je przeciąć by pozbawić kogoś życia, lub zniszczyć jakiś przypadkowy przedmiot.

Pewnego dnia Shiki spotyka wampirzą księżniczkę. Przy pierwszym spotkaniu postanawia użyć na niej swoich mocy i pociąć na kilkanaście fragmentów. Na szczęście będziemy ją mogli spotkać w kolejnych odcinkach, ponieważ tajemnicza dziewczyna posiada niesamowite zdolności regeneracyjne.

Już w krótce młodzieniec zostanie wplątany w niesamowitą walkę pomiędzy tajemniczymi osobnikami.
Najgorsze w ttm wszystkim jest to, że chłopak nie wie nawet po której stronie powinien stanąć.

Animacja jest jak zwykle w dziełach TypeMoon jest na bardzo wysokim poziomie, niestety tym razem bardzo zawiodłam się na kresce i rysunkach postaci. W kilku miejscach zastanawiałam się czy przypadkiem nie przyłożyli się bardziej do tła, niż postaci pierwszoplanowych. 

Warto wspomnieć o openingu. Nie jest on bardzo rozwinięty. Zarówno pod względem muzyki leżącej w tle, jaki i pod względem kilku zmontowanych scen.
Jednak motyw spadania z wierzy połączony ze spadającą figurą szachową nigdy nie pozwolił mi się przewinąć.
Wydaje mi się, że jest to odrobinę zbyt artystyczny jak na horror.
Bez bicia przyznam się do winy, nigdy nie dotrwałam do końca endingu.

Generalnie anime nie powala, ale też nie usypia. Jeśli szukasz czegoś co przywróci Ci wiarę w wampiry jest to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów jakie mogę polecić.

sobota, 14 czerwca 2014

11eyes


"11gałek ocznych"

Nie ma znaczenia jak bardzo producenci starali się nas zachęcić do tego anime, absolutnie odnieśli porażkę na prawie wszystkich frątach.

Idealnie wykonana grafika oraz płynne animacje zwykle wystarczą by anime mnie uwiodło, a w dodatku zwykle właśnie anime idealne od strony technicznej odnoszą ogromny sukces, ale nie 11eyes.

Zacznijmy jednak od początku. Pomysł zrodzony w głowie twórcy musiał wydać się studiu na tyle ciekawy, że podjęto realizacje kosztownego (ze względu na kolory, animacje) "dzieła".

Sama fabuła powinna sprzedać się całkiem dobrze, ale wystarczy jedna irytująca postać, w dodatku postać ta zostaje główną bohaterką, by cały plan legł w gruzach.

11eyes nie przedstawia w sobie niczego ciekawego, niby jest w nim akcja, ale gdzie? Niby jest zaplanowana fabuła, ale jaka? Niby mamy harem, ale co to za harem? Nigdy nie widziałam gorszego. Mamy tu pełno ładnych dziewczyn, mamy nawet ecchi, ale naprawdę przesadzone i często przekraczające granicę dobrego smaku.

Sama nie jestem w stanie uwierzyć, że udało mi się dobrnąć do końca takiego śmieciowego i zkomercjalizowanego anime.
Jakimś cudem tego dokonałam i wreszcie, po latach, mogę się spokojnie na nim odegrać.

Nie mam niczego do zarzucenia openingowi, był o wiele ciekawszy od całej serii, mimo swojego bezwątpliwego "żywego" zaspoilerowania zakończenia, ale to już maleńki okruszek w ogólnym bałaganie.

Bohaterowie... czy tylko ja miałam ochotę wybić wszystkich i zostawić Kukuri? Miała przynajmniej jakąś głębię i historię do zaprezentowania. Bardzo mi przykro, że nie zdobyła się na siłę i nie zabiła reszty bohaterek. Kakeru wreszcie wyzwoliłby się od piskliwej "przyjaciółki", nawiasem mówiąc nigdy nie będę w stanie zrozumieć ich relacji.

Reszta? Szkoda mojego czasu, waszego z resztą też.
Jeśli w oglądaniu anime interesują Cię tylko marne i naciągane sceny ecchi, to proszę bardzo. To wszystko czym tak naprawdę jest 11eyes, nic głębszego się w nim nie chowa, nawet z łopatą niczego nie znajdziesz.

Bardzo się zdołowałam i zawiodłam.

~ Żmijka

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Shaman King

Na każdym blogu z recenzjami powinna ukazać się recenzja Shaman King. 






Shaman King czyli Król Szamanów. 

To było moje pierwsze (nieświadome) anime.
Pamiętam, że jako sześciolatka oglądałam je o północy czekając na następny odcinek na kanale Jetix. 
Osobiście bardzo ono mi się spodobało. 

Ma rozwiniętą fabułę (cenię to najbardziej w anime). 
Fabuła tego anime skupia się wokół szamanów. Szaman w tym anime to osoba, która stanowi pomost między światem materialnym, a duchowym.
Szamani jednoczą się z siłami z zaświatów lub siłami natury. 
Kluczem fabuły jest zdobycie pozycji tytułowego Króla Szamanów i możliwości połączenia się z Królem Duchów oraz wykorzystania swojej pozycji w własnym celu.
Wyłonienie Króla Szamanów odbywa się w anime co pięćset lat w tzw. Turnieju Szamanów.

Bohaterzy anime mają różne typy osobowości. Yoh jest melancholijny, Anna wybuchowa i nieobliczalna, Rem dumny. Jedną z mroczniejszych postaci jest brat bliźniak Joh'a - Hao Asakura.

Głosy postaci są moim zdaniem dopasowane (najlepiej dopasowany głos ma Hao).
Opening jest zajebisty... moje zdanie.
Kreska  anime jak na lata 2001/2002 jest zadowalająca - nie czepiam się.
 Jesli chodzi o wygląd postaci to są one oryginalne.

Całe anime jest interesujące.
Mój brat wypowiedział się na jego temat:
" Jak na tamte czasu to ono zrobiło na mnie wrażenie aczkolwiek wolę inne tematy. Postać Joh była nieco "przekoloryzowana" "

Polecam osobom mniej wybrednym i tym co lubią przygodówki i nadprzyrodzone. 


/Panna Lawsford


No.6

Więc moja pierwsza recenzja będzie o No.6


 To anime przypadło mi do gustu aczkolwiek nie jest moim ulubionym. Bardzo podoba się zazwyczaj ludziom fabuła ale większość i tak czuje niedosyt po końcówce. Wielu osobom nietolerancyjnym nie spodobają się relacje między dwoma głównymi bohaterami - Nezumi i Shionem (moim zdaniem w niektórych momentach przesłaniają one fabułę).

Świat No.6 jest pozornie idealny. W swoje dwunaste urodziny, Shion daje schronienie uciekinierowi , który przedstawia się jako Nezumi (w tym przypadku jego imię znaczy "Mysz" co zostało zdradzone w 5 tomie powieści). Chłopak spędza noc u Shiona poczym znika. Po czterech latach, Shion w pracy styka się z dwoma dziwnymi śmierciami spowodowanymi przez owada w rodzaju osy. Zostaje on aresztowany i oskarżony o zatajenie informacji. Wtedy pomaga mu Nezumi, który zabiera go dow swojej kryjówki /taki krótki opis.

Głównym jednak wątkiem anime jest ponowne spotkanie Shiona i Nezumiego. Od chwili ich spotkania akcja toczy się strasznie szybko. Anime jest okrojone z bardzo wielu wątków jeśli się bierze pod uwagę powieść.

Strona graficzna jest zadowalająca. Wszystko jest bowiem dopracowane aż po same detale. Muzyka, która jest w tle nie zwraca uwagi, a poza tym opening i ending są przyjemne. Głosy postaci, mi nie pasują ale da się przeżyć. Tło akcji jest jak już mówiłam zadowalające.

Bohaterzy głowni istotnie różnią się od siebie. Shion jest inteligentnym chłopcem, a Nezumi bardziej zaś cyniczny. Jednak da się przyznać, że coś ich łączy.
Po za tym nie było w tym anime aż tak dużo bohaterów. Safu jest moim zdaniem nieco zwariowana po tym jak wyskoczyła z prośbą o nasienie -.-'
Pozostałe postacie są "normalne" moim zdaniem.

Zazwyczaj polecam te anime osobom, które zaczynają swoją przygodę z A&M lub lubią anime typu shounen-ai. Jednak to anime ma moim zdaniem mniej więcej wartościową fabułę i jest dla każdego.

/Panna Lawsford

niedziela, 8 czerwca 2014

Love Stage

Dla informacji - TAK, czytam i oglądam Yaoi. Problem?

Anime już w lipcu!

Boże Święty, nie chce mi się tłumaczyć tak prostego tytułu. Wysilcie tłumacza google. Wróćmy do recenzji. Właściwie, to nie jest manga, a novelka. Aczkolwiek i tak zasługuje na recenzję. Jest to moje pierwsze Yaoi, ale sądzę, że jedno z lepszych. Nawet "ostre" sceny były ładnie ukazane.

Kreska wręcz przepiękna. Rysunki postaci wykonywane były bardzo szczegółowo i proporcjonalnie. Nawet "złe" rysunki do mang głównego bohatera były naturalne. Podziwiam twórcę za tak dobrze wykonaną pracę. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Na niektóre obrazki mogłabym się gapić non-stop
Izumi Sparkluje!

Za postacie też duży plus. Nie były typowe dla romansideł, miały charakter. Miło było patrzeć jak rozmawiali ze sobą, kłócili się itp. Było to takie... "ludzkie". Zachowano realizm. Mnóstwa postaci nie było, chyba, że trzecio-planowe fanki się liczą. Ale, jak to w romansach bywa, prawie wszystko przytłaczała parka głównych bohaterów. Dzięki nim nic, tylko szczerzyłam się do ekranu.

Izumi bardzo chce zostać mangaką. Jednak ma pewien problem - cała jego rodzina, matka, ojciec i brat obracają się w show-biznesie i chce wciągnąć też jego. Jednak chłopak po pewnym zdarzeniu nie chce mieć nic do czynienia ze sławą.
Kiedy był mały, rodzina wciągnęła go w casting dla sklepu z sukniami ślubnymi. Miał grać dziewczynkę, która złapie kwiaty rzucone przez pannę młodą. Na planie poznał Ryomę, który zakochał się w nim jako dziewczynie od pierwszego wejrzenia. Izumi przeżył na planie traumę i postanowił, że nigdy nie wróci pod światła jupiterów. Jednak los chciał inaczej.
Dziesięć lat później nastała reaktywacja reklamy. Ponowne spotkanie Izumiego i Ryomy było dość... Ciekawe. Chłopak dowiedział się o prawdziwej płci Izumiego, ale po jakimś czasie zorientował się, że mu to nie przeszkadza. Jednak Izumi go odtrąca i stara się skończyć swoją mangę na konkurs.
Czy Izumi zgarnie pierwsze miejsce? Czy miłość Ryomy zostanie odwzajemniona? Dowiemy się czytając.

Czytając, bardzo podobało mi się, że romans nie przytłaczał wszystkiego. Główny bohater miał też miał swoje zainteresowania za co duży plus.

Zdecydowanie polecam wszystkim yaoistkom, które szukają czegoś "ostrego" i z fabułą.

~ Licia

środa, 4 czerwca 2014

Death Note

Witam. Dzisiejsza recenzja będzie o… Proszę o werble!
Death Note
Notes śmierci


Hahaha. Uznałam, że na każdym blogu o recenzjach powinien się znaleźć post o właśnie tym anime, więc postanowiłam, że go zorganizować. Dziś zrobiłam troszeczkę inna wersję recenzji, a dokładnie recenzję z kilku stron. Po prosiłam dwie osoby o ocenę anime. Przed poznaniem opinii zaprezentuję krótki opis fabuły, kreski i muzyki.
Anime powstało w 2006 roku, więc posiada swoje lata, a nadal jest popularne. Już po wydaniu pierwszego odcinka anime podbiło ono serca fanów i wiele osób naprawdę nie mogło się doczekać ciągu dalszego.

Przejdę już do fabuły. Anime opowiada o inteligentnym i sprytnym licealiście, który nosi imię  Light Yagami. Pewnego dnia znajduje on czarny notatnik z napisem „Death Note”. Otwiera go i czyta instrukcję obsługi. „Jeśli ktoś wpisze imię oraz nazwisko osoby, której twarz znamy, ta umiera w określonych przez nas okolicznościach w ciągu 40 sekund. Jeśli w ciągu tych 40 sekund od zapisania imienia ofiary nie zostaną wpisane okoliczności śmierci, osoba umrze na zawał serca”.
Co w takich okolicznościach robi Light? Chce zmienić świat i pod pseudonimem „Kira” (Z angielskiego Killer) wciela swój plan w życie. Oczywiście nie wszystko idzie po myśli głównego bohatera.

Jak na 2006 rok, kreska jest naprawdę dobra.Chociaż wiem, że każdemu nie przypadnie ona do gustu. Osobiście strasznie mi się podoba. Dużym plusem dla niej jest to, że pasuje do klimatu anime.  Pojawia się dużo szczegółów i nieraz myślę, że obecne anime są gorzej wykonane niż Death Note, a mimo wszystko dzieli je 8 lat. 

Muzyka mnie niestety nie zachwyciła, mam swoje wymagania, ale jak kto woli. OST zazwyczaj pasowały, a głosy były dobrane dobrze. Dla mnie problemem był opening i ending, który w ogóle nie przyciągnął mojej uwagi. 

Muszę to powiedzieć całkowicie szczerze. Death Note było moim drugim anime i uważałam je za najlepsze. Wykonane bardzo dokładnie, fabuła dopracowana w 100%. Kreska idealna, muzyka może powinna być lepsza. Zagadki, które występowały w anime również były naprawdę zastanawiające i przemawiające do mnie. Czasem siedziałam i patrzyłam się kilka razy na jedną scenę, ponieważ nie mogłam się nadziwić. Teraz, gdy zaliczyłam już całkiem sporo anime, nadal uważam, że Death Note należy do tych jak najbardziej udanych. Bohaterowie są ciekawymi osobami, niepowtarzalni. Po prostu nadal pamiętam niektóre postacie, a anime oglądałam dosyć dawno. Nikt mi nie wmówi, że czasy Death Note minęły. Często mam wrażenie, że każdy zna to anime, bądź kojarzy je chociaż z nazwy. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy muszą uwielbiać owe anime. Postanowiłam przygotować drobny bonusik co do recenzji. Zapytałam się kilku osób, co o nim sądzą, a to wyniki:


"A więc, Death Note to moje pierwsze i zarazem najlepsze anime jakie miałam okazje obejrzeć. Najbardziej do gustu przypadło mi to, że w anime zawarte są elementy psychologiczne. (a takie motywy w anime uwielbiam)
Co do fabuły... bardzo podobała mi się za czasów żywota Lawlieta. W końcowych odcinkach było trochę gorzej, ale dało się przeżyć. Pewnie to przez to, że irytował mnie Near.
Zakończenie (chociaż było zupełnie inne niż w mandze) nawet podobało mi się, mimo iż polubiłam Light'a. Polecam szczególnie osobom. które lubią anime z zagadkami."
Fenicci


"Według mnie jest to anime raczej przeciętne, animacja i kreska taka sobie. Wątek kryminalny nie jest tak rozwynięty jak na to liczyłam. Szczerze powiedziawszy gdybym niebyła wierną fanką MTH chyba wcale nie słuchałabym OST, bo naprawdę prócz jednej piosenki było tak przeciętne i zrobione po najmniejszej lini oporu, jakby wcale im się nie chciało.
Sama historia zapowiada się całkiem dobrze, paranormalny kryminał, połączenie mogło być ciekawe jednak efekt nie był nawet zadowalający.
Ze wszystkich postaci sentyment czuję tylko do L, niesamowicie kojarzył mi się z Panną Marple z kryminałów Aghaty Christie, dlatego byłam w stanie go wytrzymać.
Z resztą nie podoba mi się również sposób w jaki przedstawiono shinigami, zupełnie odbiega od folkroru japońskiego i nawet w połowie nie są to postaci związane z podaniami japońskimi.
Właściwie zgadzała się tylko nazwa oraz "obdarzanie śmiercią"."
Żmijka

Mam nadzieję, że recenzja się podobała c:
Mlecznaa

sobota, 31 maja 2014

Kuroko no Basket

Info dla fanów - oficjalnie ogłoszony trzeci sezon!

Koszykówka Kuroko to jedna z lepszych sportówek jakie widziałam. Wyemitowana na kanale Animax w 2012 roku jest znana na prawie całym świecie. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana anime sportowych, a nawet dla zwykłego fana koszykówki, niezwiązanego z anime.

Muzyka zdecydowanie nie przypadnie do gustu każdemu, w każdym razie prędzej chłopakom. Jednak dla tego anime jest bardzo klimatyczna. Pod tym względem nie mam żadnych zastrzeżeń. Dobrze wykonana, bez zarzutu. Muzyka podczas meczów też miała "to coś". Klimaty nie do końca moje, ale obiektywnie oceniając, OST jest dobry, włącznie z głosami postaci.

Kreska była niczego sobie. Jedynym, co mi w niej wyjątkowo nie pasowało, to kreski zamiast zwykłego cienia na ciałach postaci. Oczywiście przynajmniej jedna postać żeńska musiała mieć groteskowo powiększone piersi, ale mi osobiście to nie przeszkadza jakoś wyjątkowo. Tła ograniczały się zazwyczaj do boiska koszykarskiego, więc ciężkie do narysowania nie było. Pod tym względem jest bez zarzutu.

Dzięki niektórym postaciom szczerzyłam się do ekranu, a przez niektóre miałam ochotę walić głową w ścianę. Każdy miał swój, unikalny charakter. Oczywiście, było ich mnóstwo, wręcz nadmiar. Niestety jednak nikogo zbytnio nie polubiłam. Ich wadą było również to, że zachowywali się tak, jakby nie mieli życia poza koszykówką, co jest nieco nierealne.

Kiedyś Pokolenie Cudów było najlepszą gimnazjalną drużyną koszykówki. Każdy z członków drużyny posiadał swój talent, w którym był niezwyciężony. Istniał też szósty gracz widmo - Kuroko. Kiedy po gimnazjum drużyna rozstała się, to właśnie jego losy śledzimy.
Od razu po znalezieniu liceum, Tetsuya dołącza do drużyny koszykówki, gdzie poznaje Kagamiego. Z początku nie mają zbyt dobrych stosunków, ponieważ Kuroko niezbyt dobrze gra, a jego specjalnym talentem jest jedynie podawanie. Jednak z czasem zaprzyjaźniają się, a ich drużyna koszykarska staje do bitwy o mistrzostwo w zawodach.
Czy uda im się zdobyć złoty medal? Tego dowiemy się oglądając.

Ogółem w tym anime jest wiele nierealności. Na przykład samo podejście bohaterów do koszykówki. Lub ich gra w koszykówkę. Niby "zwykli" licealiści, a grają jak NBA, albo i lepiej. Jednak jeśli pominąć te parę błędów, wszystko jest dobrze.

Polecam wszystkim fanom sportu.

~Licia

wtorek, 27 maja 2014

Black Lagoon


"Czarna Laguna" jest jednym z ciekawszych i bardziej realistycznych anime na jakie natknęłam się zgłębiając odmęty "mrocznej" strony Internetu. 
Do obiegu trafiło w marcu 2006 r.

Fabuła kręci się dookoła młodego pracownika jednej z większych japońskich korporacji, dobrze poukładany i zrównoważony Rock.

W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności trafia na swoje zupełne przeciwieństwo, byłą prostytutke, dziewczyne o chińsko-amerykańskich korzeniach, kuriera firmy zajmującej się "brudną" robotą dla największych mafii świata, Revi.

Losy naszego bohatera potoczyły się w zupełnie niespodziewaną stronę, mianowicie stał się on jednym z kurierów morskich, zaczął pracować razem z Revi.

Akcja opowiada głównie o wykonywaniu skąplikowanych zleceń oraz pracy w mafii, anime jest pod tym względem bardzo dopracowane, zwłaszcza dwa pierwsze sezony w których wszystko co bohaterowie (zwłaszcza Revi) wyczyniają z bronią jest jak najbardziej realne i możliwe do zrobienia.

Jeśli o bohaterów chodzi spodobała mi się zwłaszcza Revi, jej niesamowita koordynacja oraz szybki umysł dają obraz silnej i samodzielnej osoby. Nawet jeśli nie jest zbyt piękna, ma w sobie coś niesamowitego.

Rock... tego bohatera mogę opisać tylko jednym cytatem, mianowicie "gdybym dał mu broń rykoszety natychmiast by nas zabiły". Jest jak dla mnie wieczną, jęczącą, miękką  kluchą, a nie facetem.

Mamy jeszczę "diabelną siostrzyczkę", czyli Edę, najciekawsza zakonnica z jaką spotkałam się w... czymkolwiek. Wieczorem zrzuca habit, by cieszyć się nocnym życiem. Na pewno nie można do niej odnieść ślubów czystości... wątpie by kiedykolwiek się nimi przejmowała.

Na uwagę zasługuje jeszcze jedna postać, rosyjska mafioza, Bałałajka. Była wojskowa, obecnia właścicielka kilku burdeli oraz zajmująca się zorganizowaną przestępczością podstarzała, zdesperowana kobieta.

Reszta postaci wypada dość blado na tle tak genialnej czołówki. Jednak wśród postaci z drugiego planu również pojawiają się ciekawsze, zwłaszcza w drugim sezonie.

Pora ocenić kreskę, jest bardzo dobrze dobrana do ogólnego klimatu anime, nie jest wybitna, ale jak na 2006 rok wygląda przyzwoicie. Tak samo jak animacje, udało mi się złapać tylko dwa, albo trzy miejsca w których coś szło niepłynnie, albo bohaterowie nie równo ruszali ustami. Pod tym względem nie mam niczego do zażucenia.

Muzyka... może i nie jest tak śliczna jak mogłabybyć, ale opening w wykonaniu Mell bardzo przypadł mi do gustu, ending był raczej ubogi, ale za to naprawdę artystyczny, zwłaszcza gdy doczekało się do końca.

Jest to jedno z moich ulubionych anime, wciągając się w nie coraz mocniej w pewnwj chwili możesz poczuć morski wiatr na twarzy.

Polecam faną filmów o prawdziwej mafii, a ostatni sezon faną fantasy-horror.

Log Horizon

A dla fanów - pod koniec tego roku jest drugi sezon!
Tytuł „Log Horizon” powstał od gildii założonej przez głównego bohatera. Sam on nazywa swoją drużynę: „Kroniki horyzontu – Log Horizon”.
        Anime opowiada o osobach uwięzionych w fantastyczniej grze online. Po tym zdaniu na pewno skojarzyliście to z SAO, które ma podobną tematykę, ale muszę was zaskoczyć kilkoma szczegółami.  Najważniejszą różnicą między Log Horizon, a SAO jest to, że w jednym po śmierci od razu się ginęło, a w drugim po śmierci odradzasz się w świątyni. Kolejnym szczegółem jest to, że w LH nie ma poziomów, pięter, czy Bóg wie czego.
Więc wróćmy do opisu anime. Fabuła skupia się na Shiroe, strategu najbardziej znanej i już nieczynnej gildii. Wraz ze swoim starym przyjacielem Naotsugu i Akatsuki – zabójczynią ninja próbują przetrwać trudne chwile w grze.
        Najbardziej zachęcającą rzeczą w całym anime to bohaterowie. Zapewne, miłą odmianą jest to, że główny bohater nie jest jakimś strasznie potężnym gościem, który pokona każdego. Tutaj mamy sprytnego, inteligentnego stratega, który na swój własny sposób jest niebezpieczny.  Co prawda, czasem jest niezdecydowany, ale cieszy mnie to, że nie jest jak większość osób w różnych anime. Należałoby wspomnieć o tym, że Shiroe jest osobą naprawdę opiekuńczą i pomimo swojego przezwiska(Nikczemny okularnik) ma duże serducho. Niesie pomoc wielu osobom.
Akatsuki – Niska dziewczynka ninja. Ale czy standardowa? Nie, mi przypadła do gustu. Bardzo spodobało mi się jej zachowanie w stosunku do głównego bohatera – to jest po prostu słodkie<3
Bohaterów jest naprawdę dużo, ale co się będę rozpisywać. Gdy ktoś to obejrzy będzie wiedzieć o co mi chodzi.
        Od razu wspomnę, że openingi i endingi nie wszystkim mogą się spodobać. Na początku nie mogłam słuchać endingu. Nie trawiłam go, po prostu nie mój gust. Może to dlatego, że jestem fanką rock’a? Opening mi się podoba, chociaż wiem, że jest dosyć zwyczajny i właśnie dlatego może się niektórym nie podobać.  Co do Soundtracków. Bardzo mi się podobają. Nic dodać, nic ująć.
        Teraz rzecz, której naprawdę nienawidzę. Temat kreski w anime. To jest coś strasznego. Muszę całkowicie i szczerze powiedzieć, że właśnie przez kreskę długo zrażałam się do obejrzenia tego anime.  Po prostu za dużo się naoglądałam mang Pandory czy anime Kuroshitsuji, gdzie kreska jest wspaniała.
Muszę śmiało powiedzieć, że kreseczka jest oryginalna i po przyzwyczajeniu się do niej – podoba mi się. Naprawdę mi się podoba. Nie ważne jak ktoś będzie ją krytykować, ja po prostu się uśmiecham, gdy widzę na przykład uśmiechy wykonane w tym stylu.
Mimo wszystko proszę o niezrażanie się do anime przez kreskę.
        Anime bardzo mi się podobało. Było miłym zaskoczeniem. TO co najbardziej przypadło mi to do gustu * to fakt, że Shiroe nie jest standardowym typem, czyli osobą, która jest nudna jak flaki z olejem. Przyznajmy, że teraz prawie każdy bohater w anime fantastycznym jest koksem, który rozwala ściany bez problemu. Fabuła jest bardziej skomplikowana niż sądziłam, ale nie przeszkadza to w oglądaniu. Podoba mi się też temat z NPC. Kolejną sprawa, która zadowoliła mnie na 100% jest dedukcja głównego bohatera. Zaskakuje mnie to co kryje się w jego główce.

        Całym sercem polecam serię. Powinnam wspomnieć, że oprócz spraw stratega jest dużo ciekawych walk!
Mlecznaa

niedziela, 25 maja 2014

Kuroshitsuji


No cóż, Mroczny Kamerdyner to jedno z bardziej popularnych anime i mang. Nowe tomiki pojawiają się do tej pory (niedawno pojawił się 17-sty), a trzeci sezon animca jest przewidywany przez wielu. W każdym razie, przejdźmy do recenzji właściwej.

Muzyką zachwycałam się długo. Zdecydowanie była w moich klimatach, długo by o tym mówić. Openingi bardzo wpadały w ucho, a zauważyłam, że to jedyne anime, w którym ending był w całości po angielsku. Drugi też mi przypadł do gustu. W drugim sezonie zaś najbardziej mi się podobał pierwszy opening.
Głosy były dobrze dobrane, aczkolwiek nie niesamowicie denerwował mnie pisk narzeczonej głównego bohatera. Kiedy mówiła, wyciszałam komputer.

Kreska bardzo mi się podobała, nie była zbyt prosta, ale też nie przekombinowana. Po prostu idealnie trafiła pomiędzy obydwie granice. Postacie były proporcjonalnie narysowane, chociaż u głównego bohatera wyszły "babskie nóżki". Tła nie zachwycały wyjątkowo, ale też nie raziły w oczy. Chociaż szczerze, to ja na tła najmniej zwracam uwagę. Jednak zachowali klimat mrocznych zaułków Anglii, co mi się podobało.

Chyba jak raz nie powiem, że postacie są "kolorowe". Każda była mroczna i tajemnicza na swój sposób. Dobra, nie każda, parę przywoływało uśmiech na moją jakże piękną buźkę. Jest mało takich, których nie da się lubić, chociaż niektórzy faktycznie denerwują. Bardzo podobała mi się szczegółowość, z jaką ukazali przeszłość głównego bohatera.
W drugim sezonie pojawiła się nowa dwójka bohaterów, którzy sprawiali wrażenie kopii tych z pierwszego sezonu. Zdecydowanie podobała mi się bardziej poprzednia para. Zwłaszcza drugi demon-kamerdyner nie dawał się lubić.

Trzynastoletni Ciel Phantomhive to hrabia rodu Phantomhive i kierownik firmy zabawkarskiej Funtom. Żyje w dziewiętnastowiecznej Anglii, na obrzeżach miasta. Praktycznie nigdy nie rozstaje się ze swoim kamerdynerem, który wygląda zwyczajnie tylko z pozoru. Jest zdecydowanie czymś więcej...
Rodzina hrabiego umarła w wielkim pożarze ich posiadłości. Po tym wydarzeniu także Ciel zniknął na jakiś czas. Wtedy zawarł pakt z demonem i rozkazał mu, by udawał jego kamerdynera, o imieniu Sebastian. Kiedy powrócił do domu, byli we dwóch.
Przeżywają wspólnie wiele przygód, podczas których Sebastian kształtuje duszę Ciel'a, aby była jak najlepsza (nie mam pojęcia jak to opisać).
Co z tego wyniknie? Dowiecie się oglądając.

Ogólnie seria wywołała na mnie bardzo duże wrażenie. Była też jedną z niewielu, które przeżywałam. Jednak cały efekt zepsuły fanowskie dzieła sztuki i nagrania, więc tym, którzy chcą to oglądać na poważnie, radzę nie zgłębiać tematu w internecie, raczej ograniczyć się do anime i mangi.
Zdecydowanie polecam miłośnikom klimatów zagadki z nutą nierealności.

~Licia

sobota, 24 maja 2014

Pandora Hearts


Witam, jest to moja pierwsza recenzja, więc proszę o wyrozumiałość.
Serca Pandory


          Może na początku tytuł: „Pandora Hearts”. Muszę powiedzieć, że mam niemały problem z tym tytułem. Nie da się go przetłumaczyć. Znaczy da się, ale nie brzmi on tak dobrze jak teraz, więc zostawię go w spokoju. Mogę tylko powiedzieć czemu „Pandora”. Znany jest mit o Puszcze Pandory, którą otworzyła kobieta, a z niej wypłynęły nieszczęścia. Wiadomo też, że Zeus – Bóg Bogów umieścił w owej rzeczy nadzieję. Być może tytuł mangi nawiązuje właśnie do tego mitu.

             Fabuła anime i mangi opowiada o chłopcu, który zwie się Oz  Vessalius (W anime jest  Bessalius, lecz trzymam się wersji mangi). Jest on szlachcicem. Posiada swojego, o rok młodszego sługę,  Gilberta, który odgrywa dużą rolę w serii. W dniu swoich 15 urodzin Oz zostaje wtrącony do otchłani, a tam walczy o życie, ponieważ jest atakowany przez „łańcuchy”. Chłopiec jest nadzwyczaj spokojny, nawet gdy spotyka Alice  B-rabbit. Jednego z najsilniejszych istot w Otchłani. Zawiera z nią kontrakt, który polega na tym, że on pożyczy jej ciała, a ona wydostanie ich z Otchłani. I tak się dzieje. Oczywiście nie wszystko idzie po myśli bohatera i dzieje się wiele nieprzewidzianych rzeczy.
Muszę powiedzieć całkowicie szczerze, że każdy z bohaterów w mandze ma swój własny charakter. Nigdy nie spotkałam się z tak zagadkowym głównym bohaterem. Powiem też, że zaskoczył mnie miło. Alice – w anime zaprawdę mnie denerwowała, ale w wersji papierowej, później jej zachowanie było wytłumaczone. Gilbert – Osoba lojalna, kochana i przede wszystkim tajemnicza.  Nic więcej nie można od niego chcieć. Mogłabym wymieniać wszystkich po kolei, lecz wiem, że zajęłoby mi to całkiem dużo czasu. Powiem, że nie zabraknie tu kapelusznika, który jest najbardziej sympatyczną osobą w całej mandze i anime.
Oceniając ścieżki dźwiękowe w anime jestem całkowicie zadowolona.  Wszystkie soundtracki są dobre. Bardzo podoba mi się głos pani, która to śpiewała.  Openingi wydają mi się lepsze od endingów, ale to może moje przekonanie.
Kreska… Najgorszy temat w całej recenzji. Mogłabym się rozpisywać godzinami nad kreską, jednak oszczędzę sobie dokładnego opisu i powiem w skrócie. Kreska w Pandorze Hearts jest naprawdę dobra. Często sprzeczałam się z ludźmi na temat niej, ale jeśli mi nie wierzycie to wystarczy spojrzeć na obrazek u góry. Jest to Okładka 18 Tomu mangi, więc wiadomo, że kreska się poprawiła.  Nikt nie może mi wmówić, że wykonanie nie jest dobre.
Szczerze muszę powiedzieć, że manga „Pandora Hearts” należy do moich TOP 5. Anime mi się mniej podobało, jednak czasem do niego powracam. Mangę czytam po angielsku, ponieważ nie mam możliwości, by kupić ją i postawić na półeczce. Całym sercem polecam serię. Bez spoilerów powiem coś w stylu: Jeśli sądzisz, że fabuła jest prosta, a kreska bywała lepsza  to porządnie się spoliczkuj.


Mlecznaa

PS. Mam nadzieję, że recenzja się podobała ;3

piątek, 23 maja 2014

Higurashi no Naku Koro Ni

Cykady już wkrótce, sierpień jest już tak blisko :-)


"Gdy Cykady Zapłaczą"

Nie martwcie się, to tylko wygląda tak słodko, że po pierwszym odcinku wszystkim wydawało się, iż to komedia, jednak jest to jeden z najbrutalniejszych horrorów jakie moje oczęta miały szansę oglądać.

Upalny sierpień, mała spokojna wieś do której nie tak dawno temu sprowdził się młody chłopak wraz z swoimi rodzicami, Kouichii Maebara. Poznaje on grupkę dziewczyn tworzących pewnego rodzaju klub "rywalizacji", wciągają one chłopaka w wir typowego, szkolnego życia. Wspólnie psocą, bawią się i mimi różnego wieku, wszyscy chodzą do tej samej klasy, ponieważ w szkole jest zbyt mała ilość uczniów by wszyscy mogli mieć osobne zajęcia.

Czas leci na zabawie bardzo szybko, wielkimi krokami zbliża się jedno z największych świąt Himanizawy, mianowicie festiwal Watanagashi. Wydaje się, że jest to jeden z wielu typowych dla Japonii letnich festiwali, jednak to święto jest odrobinę inne.

Tego dnia wszyscy mieszkańcy wioski wrzucają do rzeki fragmenty starych materiałów, w ten sposób dziękują wielkiemu Oyashiro-samie oraz proszą go o dalszą opiekę nad wioską, istnieje jednak swoista klątwa dotycząca tego święta, w noc festiwalu jedna osoba umiera, a druga zostaja "zabrana przez demony".

Oczywiście nasz bohater zupełnie nie wieży w takie "brednie" i nawet nie wie jak bardzo się myli...

Wkrótce jego przyjaciółki zmieniają się radykalnie, wszystkie okazują się być opętane przez demony z bagien. Kiedy spora część postaci jest już zamordowana w brutalny sposób historia zatacza koło, nagle znów wracamy do Himanizawy sprzed festiwalu i tak w kółko, aż do...

No właśnie, żeby dowiedzieć się jak cała historia się kończy trzeba obejrzeć wszystkie sezony i odcinki specjalne, to znaczy Higurashi no Naku Koro Ni, Higurashi no Naku Koro Ni Kai, Higurashi no Naku Koro Ni Rei, Higurashi no Naku Koro Ni Kaku oraz dla desperatów Higurashi no Naku Koro Ni Kira.

Zabawy z tym anime jest naprawdę sporo, po każdym resecie możemy oglądać odrobine inną wersje wcześniejszych zdarzeń. Oglądając Higu jesteśmy ciągle zmuszani do myślenie, nasza wyobraźnia podsuwa nam coraz to nowsze zakończenia.

Anime odniosło tak ogromny sukces ze względu na nagły skok z komedi-haremówki w brutalną jadkę.

Sprzeciwstawiło się fundamentelnym zasadą naszej moralności, w pewnym sensie jest to ukazanie brutalnej natury człowieka. W sytuacji zagrożenia życia twoi przyjaciele są tylko przeszkodami. Jest to ogromne wynaturzenie, ot, tak po prostu zabijasz, bez żadnych racjonalnych przyczyn.

Myślę, że opis bohaterów i całej reszty jest już zbędny, ponieważ ich obraz jest tak pełny i dopracowany, że po prostu nie da się tego opisać.

Każdy jest inną, barwną i złożoną postacią z przerażająco ludzkim charakterem.

Całość uważam za prawdziwy majstersztyk, dzieło godne Oskara.

Polecam, zwłaszcza nieocenzurowaną wersję, wszystkim faną horrorów, kryminałów, komedii, ecchi oraz wszelkim "twardo-żołądkowcą".

Zobaczycie jak to przyjemnie bać się odgłosu letnich cykad :-)

czwartek, 22 maja 2014

Shiki

Przepraszm Liciu, ja po prostu kocham to anime :-)


Jak pięknie tytuł "Truchło" oddaje groteskowy klimat tego wyjątkowego anime powstałego na podstawie mangi oraz powieści Fuyumi Ono, znanej również jako Ono Natsu. Mojej osobistej mistrzyni specyficznego horroru japońskiego.

Historia na początku nie wydaje się zbyt porywająca, ale brnąc dalej docieramy do jej drugiego dna.

Pierwszą osobą jaka zasłania naszą wizję jest Megumi, zarozumiała, głupia wiejska gąska. Dziewczyna która ma w głowie tylko miasto i zabawę, nie potrafi docenić tego co posiada. Głęboko wierzy w swoją "miłość", niestety jej uczucia są tylko jednostronne. Zarozumiała dziewczyna nie wierząca w nic wybiera się do lasu na spacer. Jak to się może skończyć?

Megumi ginie jeszcze w pierwszym odcinku, lekarz nie jest w stanie określić przyczyny śmierci dziewczyny. Dodatkowo rodzice nie zgadzają się na sekcje zwłok.

Przed samą śmiercią dziewczyny do wioski sprowadzili się nowi mieszkańcy, których nikt jeszcze nie widział. Po kolejnych tajemniczych zgonach zaczęły krążyć tajemnicze plotki.

Oprócz lekarza sprawą serii śmierci zaczyna interesować się miejscowy kapłan, podejrzewa on, że przyczyną wszystkich śmierci są wampiry.

Jaką rolę w tym wszystkim odegra słodka Sunako, biedna, chora dziewczynka, która straciła swoich rodziców?

Kto stoi za tymi wszystkimi zgonami? Czy to tajemnicza choroba? Czy działanie demonicznych mocy?

Niesamowita kreska idealnie współgra z całością, bohaterowie wyglądają wręcz wspaniale.

Muzyka w tle oddająca klimat i dopełniająca całości lepiej niż w jakimkolwiek innym anime.

Polecam to anime wszystkim, niezależnie od tego czy lubią horrory, czy też nie.

Jest to genialna historia poprowadzona z nadmierną dokładnością.

Jigoku Shoujo

Kolejne anime bez którego nie ma lata :-)


Seria emitowana od 2005 do 2009 roku.

Kiedy ktoś zrani Cię tak bardzo, że zapragniesz wysłać go do piekła nawet kosztem własnej duszy możesz odszukać krążącą po internecie stronę. Piekielna korespondencja działa w bardzo prosty sposób, wystarczy wpisać imię i nazwisko osoby, której śmierci pragniesz i oczekiwać na pojawienie się łąki pełnej likorysów na której czeka na ciebie Piekielna Dziewica, Enma Ai z lalką w dłoni.
Jeśli pociągniesz za sznureczek osoba której nienawidzisz natychmiast trafi do piekła, a Twoja dusza po śmierci będzie się z nią gotować w jednym kotle.

Słodka zemsta? Poświęcisz swoje zbawienie? Czy Twoja nienawiść jest tak głęboka?

W każdym odcinku poznajemy nową, dramatyczną historię. Bohaterowie zmieniają się jak w kalejdoskopie, nie mamy czasu poznać ich dokładniej. Cały czas towarzyszyło mi ssące uczucie niedosytu. Seria była jak narkotyk, ciągle miałam ochotę na coraz więcej i więcej.

Najbardziej poruszyła mnie historia samej Ai. Dziewczyna porzucona przez wszystkich, karmiona nienawiścią, odrzutek. Zimna, pusta. Zmarła bardzo młodo, została złożona w ofierze, jako przebłaganie dla bogów.

Anime przypomina mi piękne połączenie fantazy oraz nowel pozytwistycznych.

Animacje i grafika nie są najwyższych lotów, ale wszystko da się wytrzymać, zwłaszcza, że w tym anime nie chodzi o treść, a nie o formę. Tła były bardzo ubogie.

OST... tu każdy ma odmienne zdanie. Openingi i endingi zawsze były świetne, piękne teksty w pięknym wykonaniu, natomiast sama seria uboga była w efekty akustyczne. Jako muzykę w tle wykorzystano piosenki z OP i END, niestety w sposób bezczelny i nieudolny. Chwilami muzyka była głośniejsza od kwestii postaci.

Ogólnie jest to jedno z moich ulubionych anime, ale mam naprawdę mieszane uczucia.

Najlepiej będzie jeśli zobaczycie sami.

Date A Live

A ja rozleniwiona latem... ach, pora coś napisać.


Tytuł można przetłumaczyć jako "Randka Życia".

Anime rozpoczyna się pierwszego dnia semestru letnio-wiosennego. Itsuka Shido zostaje dość brutalnie obudzony przez swoją przyrodnią siostrę Kotori, po czym jak normalny uczeń udaje się do szkoły.

Tego dnia nic nie jest jednak normalne, kiedy rodzeństwo przebywa w szkole zostaje ogłoszony alarm. Właśnie rozpoczęło się kolejne potężne trzęsienie ziemi, którego naukowcy nie są w stanie wyjaśnić.

Shido, zamiast udać się do schronu, biegnie do miasta by odszukać swoją młodszą siostrę. Nie znajduje jednak Kotori. Trafia w sam środek walki pomiędzy duchem z innego wymiaru znanym jako "Księżniczka" oraz swoją szkolną koleżanką, Tobiichi Origami.

Prawie ginie w trakcie starcia pomiędzy dziewczynami, zostaje zabrany na pokład tajemniczego statku powietrznego, podobnego trochę do UFO, jednak UFO to na pewno nie jest.

Odnajduje tam swoją siostrę, która okazuje się być kapitanem tajnej organizacji do walki z duchami. Shido dowiaduje się, że istnieją dwie takie organizacje, pierwsza niszczy duchy siłą, a druga, czyli ta której kapitanem jest Kotori, pieczętuje niszczycielskie moce duchów za pomocą... pocałunków...

Shido ma od tej pory zabierać niebezpieczne dziewczyny na randki i używając swojego uroku osobistego pieczętować ich zdolności.

Czy da sobie radę? O tym właśnie opowie nam "Date A Live".

Pora przejść do postaci, mamy więc Shido, który jest jak dla mnie kąpletną ciapą, która nie potrafi nawet jasno wyznać swoich uczuć. Momentami zachowywał się żałośnie, chowając się za plecami młodszej siostry.

Następna jest Kotori, maleńka, słodka i urocza, aż do bólu, ale czy to prawda? Otóż nie do końca, Kotori jest wredną dziewczyną, jednak niesamowicie bystrą i potrafiącą grać na uczuciach innych. Osobiście, polubiłam ją za wszystkie kwestie skierowane do "porucznika-lolicona".

Origami na początku wydawała mi się bardzo płytką i pustą osobą, jedna później okazało się, że na swój chory sposób kocha Shido. Była tak sztuczną i przerysowaną postacią, że właściwie irytowała mnie jak nikt inny.

"Doktor" Reine jest chyba idealnym oddaniem mojej osoby. Wiecznie zaspana, rozleniwiona, jednak w kryzysowej sytuacji zdolna przejąć inicjatywę. Jak wiadomo jest też bardzo mądra, ale niestety w wielu sytuacjach wyszła na skończoną kretynkę.

Kurumi... moja ukochana Kurumi. Zgrywająca dziewczynę pozwalającą na wszystko zwabia swoje ofiary w ciemne uliczki i brutalnie zabija, to właśnie kiedy ona się pojawia anime drastycznie się poprawia, momentami myślałam, że nie oglądam już komedii romantycznej, a krwawy horror w stylu Higurashi.

Thoka, wiecznie głodna, uczuciowa, głupitka i przewrażliwiona postać. Naprawdę zakochała się w Shido, niestety on nie potrafi zdecydować kogo kocha. Thoka jest silnym duchem, ale...

Jeśli o animacje i grafikę chodzi to cała seria trzyma wysoki poziom, kreska jest odrobinę przesłodzona, ale idealnie oddaje klimat lekkiej komedi pełnej tradycyjnych gagów. Jedyny element który mi przeszkadzał to buty Kurumi, nie wyglądały naturalnie, ale w jej wypadku idealnie naprawiało to oko-zegar, którego animacja była po prostu genialna i mogę na nią patrzeć i patrzeć godzinami.

Muzyka była jak to w komedii. Naprawdę cudowny opening oraz pierwszy ending, wszystko w wykonaniu sweet ARMS. Drugi ending spadł poniżej moich oczekiwań, nie pasował do całości, był aż za bardzo słodki i uroczy.

Ogólnie anime naprawdę bardzo mi się spodobało, zwłaszcza wszystkie zabawne sytuacje w jakie bohaterowie zostali "wkręceni".
Polecam je wszystkim, których upały mało co nie dobiły, pierwsza seria uratowała mnie rok temu, a ta pomaga mi w tym roku

czwartek, 15 maja 2014

Blood C





To anime na polski można przetłumaczyć jako Krew C.
Jest to anime bez oznak życia. Za każdym razem gdy je oglądam, widzę że jest to anime bez humoru, ale nie jest też smutne, no może tylko trochę.
Myślę że jest to takie anime z którego nie można wywnioskować smutku czy radości.
Jest to podobno horror, ale ja tak nie uważam.
Jest krew, są ofiary, jest wszystko to co zawiera horror, ale gdy je oglądam to po prostu nie mam takiego wrażenia że to może być horror.
Anime opowiada o dziewczynie o imieniu Saya, która nie ma matki, ma tylko ojca.
Codziennie w nocy walczy z tak zwanymi PRADAWNYMI.
Musi je zabijać bo pradawni żywią się ludźmi. Niestety dużo osób już z tego powodu ucierpiało.
Saya nie ma za dużo znajomych i nigdy nie potrafię znaleść w niej uczuć, czy jest smutna czy nie.
Jest to bardzo świetne anime, dużo się w nim dzieję, ale jest trochę zakręcone i szalone.
Warte obejrzenia, ja bym oceniła je na 9/10. Jest świetne.
Ulubieni bohaterzy? Nie będę wymieniała bo wszyscy odgrywają jakąś ważną rolę.

poniedziałek, 12 maja 2014

Ouran High School Host Club

Kochani, piszemy recenzje! Nie ma obijania się!


Tłumaczenie tytułu: Klub Hostów Liceum Ouran

Anime wyemitowano pierwszy raz w 2005 roku. Humorystyczne, słodkie, wręcz przesłodzone. Typowa komedia romantyczna. Mam nadzieję, że wszechobecny róż was nie zrazi, mało anime doprowadziło mnie do tak szczerego śmiechu.

Od openingu się wręcz uzależniłam. Chociaż melodia podobna była do takich z Disney Channel, to nawet wpada w ucho. Jak cała reszta, oczywiście przesłodzony. W ending się nie wsłuchiwałam zbytnio, ale też przypadł mi do gustu.

Kreska z założenia miała być (mam nadzieję) przesłodzona.W gigantyczne oczy włożono najwięcej starań, ponieważ to one przykuwały uwagę. Reszta twarzy była tylko "tłem". W mundurek szkolny nie włożono zbyt wiele wysiłku, jest prosty. Zresztą, jak każdy mundurek... Dziewczęcy szczególnie mi się nie podobał. Wszędzie wcisną się płatki róż, jest ich zdecydowany nadmiar.
Akcja rozgrywała się praktycznie tylko w dwóch pomieszczeniach, więc te tła wyszły dobrze. Jednak kiedy bohaterzy gdzieś wychodzili, wszystko trochę traciło ostrość, lecz wręcz niezauważalnie.

Bohaterzy reprezentowali różne typy mężczyzn, dużo by ich wymieniać. Właściwie trzymali się tylko tych schematów, grali i nie dało się poznać ich prawdziwych charakterów (bo wątpię, żeby byli tacy w 100%). Jednak byli ciekawi, właściwie nie ma się do czego przyczepić.

Fabuła była dosyć prosta.
Główna bohaterka - Haruhi, szukając spokoju, weszła do sali muzycznej nr.3, gdzie napotkała Klub Hostów. Niechcący zbiła wazę, wartą bardzo dużo pieniędzy (dokładnej ceny nie podam, nie pamiętam). Aby odpracować dług, została hostem, pomimo tego, że jest dziewczyną. Z czasem bardzo zaprzyjaźniła się z resztą klubu. Właściwie, to tyle.
W każdym odcinku działo się coś innego, historia zaczynała się i kończyła. Każdy odcinek trwał tyle, co zwykle (25 min.), ale zawsze mi się dłużyły (w pozytywnym sensie).

Z czasem przyzwyczaiłam się do słodyczy i zaczęłam angażować w romanse. Seria podobała mi się, aby oglądać, odcięłam się od rodziny.
Serdecznie polecam, jako odmóżdżacz, przy którym można się pośmiać.

Skoro Żmijka ma swoje "Przeciwna ortografii", to ja też chcę mieć swoje!

Przeciwna poprawnej polszczyźnie
~ Licia

Nie no, jej to lepiej wychodzi...

niedziela, 4 maja 2014

Nieobecność.

Od jutra do tego czwartku nie będzie mnie tutaj i nie będę pisać recenzji. Więc tylko dziewczyny będą dodawały. Ech... To chyba by było na tyle...
Do zobaczenia w czwartek!

Moja opinia o Finnian Lemon i o Żmijce

Więc zacznę może od Finnian Lemon... Tak więc znam ją jakoś od wczoraj, ale bardzo ją lubię i naprawdę dobrze się z nią pisze. Jest zakręcona i bardzo zabawna. No i sądzę, że wiele nas łączy.Wszystkie trzy wraz ze Żmijką mamy bardzo DZIWNE pomysły jak na ludzi, no ale takie już jesteśmy.

A teraz czas na Żmijkę... Znam ją już dość długo, chyba ponad 2 lata. Jest pełna pozytywnej energii i ją BARDZO KOCHAM. Ma również bujną wyobraźnię. Wiem to, bo znałam kiedyś pewną pannę Ryu (lub jakoś podobnie się nazywała), ale nie będę o tym wspominała bo to nasze takie stare historie.Jednym słowem jest wspaniała.


To dla was moje kochane :-)

Tottoko Hamutarō

 
Według Żmijki to mają niby być "Przygody Chomiczków".

Jest to urocze anime, a ściślej mówiąc genialna bajka dla dzieci, którą kocham i nie mogę przestać jej oglądać, nawet jeśli jest okropnie stara (ma już koło 14-16 lat).

Kreska ze względu na wiek jest raczej uboga, tak samo jak oszczędne animacje.

Seria opowiada o przygodach grupy szalonych chomików, dla mnie bardzo ludzkich chomików. I tak mamy tutaj np. Szefa - chomik bez właściciela, jak mówi jego imię szef wszystkiego co się rusza, Ribon - francuska modnisia, milutka i do tego zakochana w Hamtaro, odważny i waleczny Hamtaro oraz cichy geniusz o wymownym imieniu Neteru (Śpioch).

Fabuła jest inna w każdym odcinku, ale nie porywa, bo wiecie, to jest anime dla dzieci.

Mimo, że jest dla dzieci to dalej je kocham i moja ocena to 12/10. Bo naprawdę świetnie edukuje i nadaje się do puszczania młodszym otaku.

Another

*Zapraszam wszystkie NORMALNE osoby do zostania recenzentami*


Po polsku można różnie tłumaczyć ten tytuł, zostańmy jednak przy "Następny", co jest też dosłownym tłumaczeniem znaków urzytych do zapisu.

25 lat temu uczeń Północnego Gimnazjum Yomiyamy zginął w tragicznym wypadku. Jednak uczniowie i ich nauczyciel w dalszym ciągu zachowywali się tak jakby on ciągle tam był, jakby nigdy nic złego go nie spotkało, co dziwniejsze uczeń ten wyszedł nawet na zdjęciu klasowym... tak właśnie rozpoczyna się historia klątwy trzeciej klasy.

Dokładnie 25 lat później do trzeciej klasy trafia nowy uczeń. Nie ma on zielonego pojęcia o całej sprawie. Zanim Sakakibara trafia do przeklętej klasy uczniowie idąc śladami swoich poprzedników wybrali "martwego ucznia", a konkretnie uczennicę, Misaki Mei. Dla dobra innych traktują ją jak powietrze, udają, że Misaki nigdy nie istniała i nie istnieje.

Sakakibara nie jest tego świadomy, zaczyna rozmawiać z Misaki i tym samym rozpoczna działanie klątwy, uczniowie i nauczyciele oraz wszyscy powiązani z trzecią klasą zaczynają ginąć w tragicznych wypadkach.
Jedynym sposobem na zatrzymanie śmiercionośnej klątwy jest zabicie prawdziwego martwego ucznia, którego tożsamość do samego końca pozostanie zagadką.

Mogę tylko powiedzieć, że chyba nikt nie spodziewał się takiego zakończenia.

Bohaterami naszej opowieści są uczniowie klasy trzeciej i kilku powiązanych z nimi dorosłych. Najciekawszą osobą jest Misaki Mei, dziewczyna ciężko doświadczona przez los, o czym można się dowiedzieć z odcinka zerowego.
Sakakibara również nigdy nie miał łatwo. Jednak mimo to jest skończonym optymistą.
Inni bohaterowie pokazani są tylko jednostronnie, ale z tych bohaterów najbardziej spodobała mi się chłodna Akazawa, przewodnicząca od środków zapobiegawczych.

Kreska, tła i animacje na wysokim poziomie, nikt nie oszczędzał sobie na tym aspekcie "Another", jednak było coś co mi się nie spodobało, w anime nigdy nie zostały pokazane sceny śmierci, nie w sposób dokładny. Mamy tylko jakieś urywki i widok zwłok, a czasami nawet tego nie widać.
Dla części widowni do duży plus, ale nie dla mnie.

Nigdy nie zwracam uwagi na muzykę którą można usłyszeć w środku anime, chyba, że jest to naprawdę ciekawa nuta, ale tu jej nie ma. Ending'u nigdy nie wysłuchałam do końca, ale za to opening w wykonaniu Ali Project był jednym najlepszych jakie w życiu widziałam i słyszałam, idealnie oddawał klimat całej serii.

Moja ogólna opinia o całości? Genialne anime, dla wszystkich horroro maniaków...

PS.
Wracam do recenzowania horrorów, przede mną jesze kilka, ale czekam na wasze propozycje.