wtorek, 3 marca 2015
Hiyokoi
Oto nadchodzi manga tak słodka i urocza, że podbije wasze serca szybciej niż zdążycie powiedzieć "kurczątko".
Poznajcie chorobliwie nieśmiałą Nishiyamę Hiyori, dziewczynę tak niezdarną i pechową, że przebija nawet mnie. Dzień przed rozpoczęciem liceum jeżdżąc na rowerze zjechała z górki prosto pod koła ciężarówki. Na szczęście nic poważnego jej się nie stało i już po 6 miesiącach mogła wrócić do szkoły. Już pierwszego dnia przy przedstawianiu się przeraziła się tak bardzo, że ukryła się pod biurkiem nauczycielki.Wydaję się, że gdyby nie jej najlepsza przyjaciółka, Ritsuka Nakano, dziewczyna na wieki zamknęła by się w swoim pokoju.
Wzruszająca historia o wychodzeniu z własnej skorupy i przełamywania kolejnych ograniczeń.
Niektórych bohaterów polubiłam bardziej innych mniej, jednak wydaje mi się, że wszyscy są warci naszej uwagi. Moją absolutną faworytką jest Hiyori, jednak prawie tak samo mocno spodobała mi się postać Yuushina Hirose, wyższego od maleńkiej Nishiyamy o pół metra i siedzącego z nią w tej samej ławce. Charakter Hirose jest... ehm... dość nietypowy. Jest bardzo popularny i lubiany, ma samych przyjaciół, jednak z drugiej strony często wydaje się dość nieobecny. Może to dlatego, że ma w zwyczaju wskakiwać przez okno, nie odpisywać na sms'y, spać i jeść na lekcjach. W zasadzie nie wiem co sprawiło, że Hiyori się w nim zakochała.
Ritsuka była typową dobrą przyjaciółką, zawsze obok głównej bohaterki. Myślę, że jej postać nie została do końca rozwinięta, ale przecież to nie była jej historia. Zawsze przybiegała na ratunek i pocieszała Nishiamę, należała do gatunku ludzi, którzy zawsze potrafią znaleźć odpowiednie słowa i z klasą wybrnąć z każdej sytuacji.
Była też taka postać, której nie znosiłam. Mianowicie Kisaki Tominaga, dawna przyjaciółka Hirose. Kiedyś wyznała mu miłość, ale została odrzucona. Do tej pory go kocha i mówi o tym otwarcie, zwłaszcza Nishiyamie. Jej zachowanie było bardzo pokrętne, możliwe, że udawała, iż lubi Hiyori, ale kiedy zostawały same jej zachowanie od razu robiły się bardzo dziwne. Na przykład wiedząc, że dziewczyna bardzo lubi Yuushina, poprosiła ją o dostarczenie mu walentynkowych czekoladek. Albo powtarzała, że jeśli dalej będzie się tak zachowywać chłopak nigdy nie zwróci na nią uwagi.
Przejdźmy teraz do bardziej technicznych spraw. Kreska była urocza, dopracowana. Od razu było widać, że wykonała ją wprawna i wyćwiczona ręka. Zachowano proporcje, a postaci nie wydawały się wyidealizowane. Wszystko było naprawdę subtelne i dokładne. Widać, że Moe Yukimaru włożyła w swoją pracę bardzo dużo serca i dobrej woli.
Jeśli nawet nie jesteście fanami lekkich romansów i tak wam polecam. Ja osobiście nie trawię tego gatunku, ale w "Hiyokoi" jest coś takiego co nie pozwala nam oderwać się od opowieści aż do ostatniej strony. O wiele bardziej warto przeczytać ją niż "Zmierzch".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz