środa, 2 kwietnia 2014

Angel Beats!


Tłumaczenie tytułu: Anielskie Bicie (nie ja tłumaczyłam, jeśli źle to przepraszam)

Anime zostało wydane w Japonii w 2010 roku. Ma swoje niecałe 5 lat. Było bardzo reklamowane i zyskało wiele przychylnych, jak i odwrotnych komentarzy.
Jest dosyć krótkie (13x25 minut), przez co wiele osób twierdziło, że niektóre postacie są tylko tłem dla rozgrywającej się akcji. Jednak warto je obejrzeć.

Opening mi się podobał (nie żeby od razu jakieś arcydzieło, ale przypadł mi do gustu), jednak ending nie wywarł na mnie zbytniego wrażenia. Nie przewijałam go tylko dlatego, że robiłam inne rzeczy i chciałam, żeby coś leciało w tle.

Niestety nie zwracałam szczególnej uwagi na tła. Jednak specjalnie puściłam sobie jeden odcinek i doszłam do wniosku, że są one na poziomie standardowym. Nie były szczególnie zachwycające, ale nie raniły też w oczy. Kreska podobnie. Włosy bohaterów są bardzo kolorowe (może się mylę, ale chyba teraz starają się żeby wychodziło bardziej realistycznie). Nie wiem czemu podobały mi się też ich oczy.

Bohaterów było od groma. Jednak nie tworzyli oni jednolitej masy, każdy miał swoje dziwactwa (normalnych tu nie było). Miłości też nie brakuje. Prawie każdy ma też niesamowite zdolności. Jak już wcześniej pisałam, każdy jest kolorowy (dosłownie i w przenośni).
Osobiście moją ulubioną postacią była Tachibana Kanade - nieśmiała, milcząca dziewczyna. Bardzo lubiłam jej dziwactwa.

Głównym bohaterem jest Otonashi Yuzuru.
Obudził się w dziwnym świecie i spotkał tam dziewczynę, która oświadczyła mu, że jest martwy, a miejsce w którym się znajduje to pośmiertny świat. Zaproponowała mu również przyłączenie się do grupy walczącej z bogiem - Oddziału - Wcale - Nie - Martwi. Ich wrogiem jest przewodnicząca samorządu szkolnego: Anioł.
Anime może wydawać się z początku nudne, lecz akcja rozkręca się z każdym odcinkiem, wystarczy przebrnąć przez te pierwsze. Pozorów jest wiele - że to kolejne anime o grupie dzieciaków walczącej ze złem itp. Jednak powtarzam: To tylko pozory.

Spora dawka humoru (i w niektórych momentach nawiązań) sprawia, że można się z tego pośmiać. Nie jest to jednak głupie anime. Jest przygoda, jak i dramat, a wszystko w mniej-więcej dobrze dobranych proporcjach. Koniec jest bardzo wzruszający...
Kiedy czytałam komentarze, myślałam, że to będzie coś w rodzaju telenoweli, czyli pełno miłości i zawiłych tragedii. Na szczęście jednak ta seria rozwiała moje wątpliwości. Bardzo dobrze je wspominam.

Polecam to anime, jest na pewno tego godne. Zachęca do rozmyślań (jest tam jeden dość rażący absurd). Jest skierowane do osób, które lubią zagłębić się w historię bohaterów i poznać ich od środka, a czasem nawet popłakać.

Następnym razem zrecenzuję Vampire Knight.
~Licia

3 komentarze:

  1. A ja nie płakałam. Mi też się strasznie podobało. Najlepsze chyba było to ze spinaczem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ty to nie masz serca.A co do spinacza uważam że jest totalnie zafelisty

      Usuń
  2. Liciu, poznać ich od środka? Wiesz, że mi to się kojarzy z sekcją zwłok? No wiesz, jelita, wątrobę i tak dalej :-)

    OdpowiedzUsuń