czwartek, 19 czerwca 2014
No Game No Life
"Żadnej gry, żadnego życia"
Cóż za kolorowe anime! Już od dawna nie zachwyciłam się czymś tak bardzo jak tą serią, wydaje mi się, że w chwili obecnej jest jeszcze tylko jedna komedia którą tak mocno polubiłam.
Akcja rozpoczyna się we współczesnym Tokyo, na samym początku serii poznajemy rodzeństwo "no lif'ów", uzależnionego od gier, niesamowitego stratega, Sorę oraz jego uroczą młodszą siostrzyczkę, geniusza w wielu dziedzinach, Shiro.
Oboje cierpią na ciężki przypadek fobii społecznej w wyniku której cały czas spędzają zamknięć w swoim pokoju grając w przeróżne sieciówki.
Są naprawdę niesamowitymi graczami i jeszcze nigdy nikomu nie udało się ich pokonać. W Internecie stają się prawdziwą legendą, ponieważ nigdy nie nazywają swoich kont internauci ochrzcili ich mianem "Pustych".
Nienawdzią prawdziwego świata, uważają go za beznadziejną grę, która pozbawiona jest jakiegokolwiek celu.
Pewnego dnia rodzeństwo otrzymuje tajemniczego maila od nieznanego nadawcy. Proponuje im on grę. Nie zastanawiając się długo rodzeństwo przyjmuję wyzwanie. Okazuje się, że tą "arcy trudną" grą są szachy. Oczywiście serię pojedynków wygrywają Puści, dzięki geniuszowi Shiro (10 do 120 różnych ustawień szachownicy!) oraz logicznemu myśleniu Sory.
Od tajemniczego nadawcy nadchodzą kolejne wiadomości. W jednej z nich pyta się on rodzeństwa co by zrobili gdyby mogli odrodzić się w świecie gdzie wszystko jest grą. Oczywiście odpisują, że bardzo chętnie odwiedziliby taki świat.
I w tej chwili ich życie zmienia się niemal o 180 stopni.
Zostają zabrani ze swojego cichcego świata gier do prawdziwego świata fantasy.
Okazuję się, że nadawcą tajemniczych wiadomości jest Tet - samozwańczy bóg idealnego świata w którym wszystkie spory rozwiązywane są za pomocą gier.
Świat ten żądzi się 10 prawami, nie wolno między innymi zabijać, oszukiwać, a zakładów zawsze należy dotrzymywać.
Rodzeństwo startuje w turnieju o tron Elkii, ostatniego miasta zamieszkanego przez Imanity, rasę ludzką.
Już wkrótce postanawiają podbić cały świat gry.
Tylko czy im się to uda?
Jak już wcześniej wspomniałam głównymi bohaterami serii jest "przeurocze" rodzeństwo NEETÓW. Na swojej drodze spotykają oni również innych, równie ciekawych.
Mamy na przykład Stephanie "Stefkę" Dola, wnuczkę byłego króla Elkii. W zasadzie na pierwszy rzut oka wydaje się ona kąpletną idiotką, jest zdolna nawet do przegrania tronu w turnieju pokerowym.
Jednak czasami miewa przebłyski geniuszu, w zasadzie nie wiem jeszcze co o niej sądzić, jest... wyraźnie do tyłu z inteligencją.
Następnie poznajemy elfkę, Fi oraz jej służącą, właściwie to nie wiem jakie łączą je relacje, Kurami Zell. Kurami o mały włos nie doszła do tronu za pomocą oszustw i wykorzystywania magii elfów.
Kolejną bohaterką małego haremu Sory będzie Jibril. Jest Skrzydlatym, dawniej służyła jako broń do niszczenia bóstw, sama wspomniała o swoim upadku w wyniku którego "przypadkiem" zabiła tysiące "tych leśnych troglodytów", elfów.
Jednak wcale nie jest taka groźna, czego dowiedziałam się kiedy w zapętleniu oglądałam jak ślini się na tablet...
Animacje są raczej dobrze wykonane, nie widziałam większych problemów. Seria jest bardzo kolorowa, to stara i dobra sztuczka mająca na celu odwrócenie naszego wzroku od wszelkich pomyłek.
Kreska jest cudowna, uwielbiam ją. Jedyny problem stanowią tła, jednak są one beznadziejne tylko kiedy znajdujemy się w Elkii.
Niezwykle spodobała mi się za to tajemnicza sadzawka nad którą przesiadują Kurami i Fi.
Opening, ending oraz całe OST uważam za jedno z najlepszych jakiego miałam okazję słuchać. A zwykle wszystko przewijam.
Ogólnie anime polecam faną takich serii jak SAO, Angel Beats! oraz wszelkich komedii pełnych wzruszeń i odrobiny ecchi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Mi osobiście ta seria przypomina "Mondaiji-tachi ga isekai kara kuru sou desu yo?" - tam też polityka całego świata była oparta na grach. Ale to też mi się niesamowicie podoba.
OdpowiedzUsuń