"Czarna Laguna" jest jednym z ciekawszych i bardziej realistycznych anime na jakie natknęłam się zgłębiając odmęty "mrocznej" strony Internetu.
Do obiegu trafiło w marcu 2006 r.
Fabuła kręci się dookoła młodego pracownika jednej z większych japońskich korporacji, dobrze poukładany i zrównoważony Rock.
W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności trafia na swoje zupełne przeciwieństwo, byłą prostytutke, dziewczyne o chińsko-amerykańskich korzeniach, kuriera firmy zajmującej się "brudną" robotą dla największych mafii świata, Revi.
Losy naszego bohatera potoczyły się w zupełnie niespodziewaną stronę, mianowicie stał się on jednym z kurierów morskich, zaczął pracować razem z Revi.
Akcja opowiada głównie o wykonywaniu skąplikowanych zleceń oraz pracy w mafii, anime jest pod tym względem bardzo dopracowane, zwłaszcza dwa pierwsze sezony w których wszystko co bohaterowie (zwłaszcza Revi) wyczyniają z bronią jest jak najbardziej realne i możliwe do zrobienia.
Jeśli o bohaterów chodzi spodobała mi się zwłaszcza Revi, jej niesamowita koordynacja oraz szybki umysł dają obraz silnej i samodzielnej osoby. Nawet jeśli nie jest zbyt piękna, ma w sobie coś niesamowitego.
Rock... tego bohatera mogę opisać tylko jednym cytatem, mianowicie "gdybym dał mu broń rykoszety natychmiast by nas zabiły". Jest jak dla mnie wieczną, jęczącą, miękką kluchą, a nie facetem.
Mamy jeszczę "diabelną siostrzyczkę", czyli Edę, najciekawsza zakonnica z jaką spotkałam się w... czymkolwiek. Wieczorem zrzuca habit, by cieszyć się nocnym życiem. Na pewno nie można do niej odnieść ślubów czystości... wątpie by kiedykolwiek się nimi przejmowała.
Na uwagę zasługuje jeszcze jedna postać, rosyjska mafioza, Bałałajka. Była wojskowa, obecnia właścicielka kilku burdeli oraz zajmująca się zorganizowaną przestępczością podstarzała, zdesperowana kobieta.
Reszta postaci wypada dość blado na tle tak genialnej czołówki. Jednak wśród postaci z drugiego planu również pojawiają się ciekawsze, zwłaszcza w drugim sezonie.
Pora ocenić kreskę, jest bardzo dobrze dobrana do ogólnego klimatu anime, nie jest wybitna, ale jak na 2006 rok wygląda przyzwoicie. Tak samo jak animacje, udało mi się złapać tylko dwa, albo trzy miejsca w których coś szło niepłynnie, albo bohaterowie nie równo ruszali ustami. Pod tym względem nie mam niczego do zażucenia.
Muzyka... może i nie jest tak śliczna jak mogłabybyć, ale opening w wykonaniu Mell bardzo przypadł mi do gustu, ending był raczej ubogi, ale za to naprawdę artystyczny, zwłaszcza gdy doczekało się do końca.
Jest to jedno z moich ulubionych anime, wciągając się w nie coraz mocniej w pewnwj chwili możesz poczuć morski wiatr na twarzy.
Polecam faną filmów o prawdziwej mafii, a ostatni sezon faną fantasy-horror.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz