czwartek, 22 maja 2014

Date A Live

A ja rozleniwiona latem... ach, pora coś napisać.


Tytuł można przetłumaczyć jako "Randka Życia".

Anime rozpoczyna się pierwszego dnia semestru letnio-wiosennego. Itsuka Shido zostaje dość brutalnie obudzony przez swoją przyrodnią siostrę Kotori, po czym jak normalny uczeń udaje się do szkoły.

Tego dnia nic nie jest jednak normalne, kiedy rodzeństwo przebywa w szkole zostaje ogłoszony alarm. Właśnie rozpoczęło się kolejne potężne trzęsienie ziemi, którego naukowcy nie są w stanie wyjaśnić.

Shido, zamiast udać się do schronu, biegnie do miasta by odszukać swoją młodszą siostrę. Nie znajduje jednak Kotori. Trafia w sam środek walki pomiędzy duchem z innego wymiaru znanym jako "Księżniczka" oraz swoją szkolną koleżanką, Tobiichi Origami.

Prawie ginie w trakcie starcia pomiędzy dziewczynami, zostaje zabrany na pokład tajemniczego statku powietrznego, podobnego trochę do UFO, jednak UFO to na pewno nie jest.

Odnajduje tam swoją siostrę, która okazuje się być kapitanem tajnej organizacji do walki z duchami. Shido dowiaduje się, że istnieją dwie takie organizacje, pierwsza niszczy duchy siłą, a druga, czyli ta której kapitanem jest Kotori, pieczętuje niszczycielskie moce duchów za pomocą... pocałunków...

Shido ma od tej pory zabierać niebezpieczne dziewczyny na randki i używając swojego uroku osobistego pieczętować ich zdolności.

Czy da sobie radę? O tym właśnie opowie nam "Date A Live".

Pora przejść do postaci, mamy więc Shido, który jest jak dla mnie kąpletną ciapą, która nie potrafi nawet jasno wyznać swoich uczuć. Momentami zachowywał się żałośnie, chowając się za plecami młodszej siostry.

Następna jest Kotori, maleńka, słodka i urocza, aż do bólu, ale czy to prawda? Otóż nie do końca, Kotori jest wredną dziewczyną, jednak niesamowicie bystrą i potrafiącą grać na uczuciach innych. Osobiście, polubiłam ją za wszystkie kwestie skierowane do "porucznika-lolicona".

Origami na początku wydawała mi się bardzo płytką i pustą osobą, jedna później okazało się, że na swój chory sposób kocha Shido. Była tak sztuczną i przerysowaną postacią, że właściwie irytowała mnie jak nikt inny.

"Doktor" Reine jest chyba idealnym oddaniem mojej osoby. Wiecznie zaspana, rozleniwiona, jednak w kryzysowej sytuacji zdolna przejąć inicjatywę. Jak wiadomo jest też bardzo mądra, ale niestety w wielu sytuacjach wyszła na skończoną kretynkę.

Kurumi... moja ukochana Kurumi. Zgrywająca dziewczynę pozwalającą na wszystko zwabia swoje ofiary w ciemne uliczki i brutalnie zabija, to właśnie kiedy ona się pojawia anime drastycznie się poprawia, momentami myślałam, że nie oglądam już komedii romantycznej, a krwawy horror w stylu Higurashi.

Thoka, wiecznie głodna, uczuciowa, głupitka i przewrażliwiona postać. Naprawdę zakochała się w Shido, niestety on nie potrafi zdecydować kogo kocha. Thoka jest silnym duchem, ale...

Jeśli o animacje i grafikę chodzi to cała seria trzyma wysoki poziom, kreska jest odrobinę przesłodzona, ale idealnie oddaje klimat lekkiej komedi pełnej tradycyjnych gagów. Jedyny element który mi przeszkadzał to buty Kurumi, nie wyglądały naturalnie, ale w jej wypadku idealnie naprawiało to oko-zegar, którego animacja była po prostu genialna i mogę na nią patrzeć i patrzeć godzinami.

Muzyka była jak to w komedii. Naprawdę cudowny opening oraz pierwszy ending, wszystko w wykonaniu sweet ARMS. Drugi ending spadł poniżej moich oczekiwań, nie pasował do całości, był aż za bardzo słodki i uroczy.

Ogólnie anime naprawdę bardzo mi się spodobało, zwłaszcza wszystkie zabawne sytuacje w jakie bohaterowie zostali "wkręceni".
Polecam je wszystkim, których upały mało co nie dobiły, pierwsza seria uratowała mnie rok temu, a ta pomaga mi w tym roku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz